Polska nie w pełni wykorzystuje potencjał współpracy z Ukrainą. Potrzebny wspólny fundusz na projekty zbrojeniowe
Polska i Ukraina mają realną szansę na głęboką współpracę w dziedzinie przemysłu obronnego, jednak z polskiej strony wciąż brakuje systemowego podejścia i konkretnych instrumentów finansowych – ocenia Sławomir Kułakowski, prezydent Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju (PIPnROK) w wywiadzie dla ukraińskiej agencji „ZIF”. Według niego Ukraina dysponuje unikalnym doświadczeniem bojowym i dynamicznym prywatnym sektorem, z którego Polska powinna aktywniej korzystać.
Kułakowski, pułkownik rezerwy i wieloletni przedstawiciel polskiego przemysłu zbrojeniowego, podkreśla, że wojna na Ukrainie wymusiła w Polsce zmianę myślenia o roli sektora prywatnego w produkcji uzbrojenia. Jednocześnie wskazuje na niewykorzystane możliwości współpracy bilateralnej.
Jak ocenia Kułakowski, współpraca między państwowym a prywatnym sektorem obronnym w Polsce wyraźnie się poprawiła w ostatnich latach, m.in. dzięki programowi SAFE. Jeszcze niedawno polski przemysł zbrojeniowy był w dużej mierze zamkniętym systemem, w którym dominowały zakłady państwowe finansowane bezpośrednio przez Ministerstwo Obrony Narodowej. Sektor prywatny miał mocno utrudniony dostęp do zamówień.
Sytuacja zmieniła się pod wpływem wojny na Ukrainie. Doświadczenie ukraińskie pokazało, jak duże ryzyko niesie koncentracja produkcji w dużych, znanych przeciwnikowi zakładach państwowych.
„Państwowe fabryki są znane wrogowi. Wystarczy jeden uderzenie rakietowe, by produkcja stanęła. Dlatego warto przejmować ukraińskie doświadczenia w zakresie dywersyfikacji produkcji” – mówi Kułakowski.
Jego zdaniem prywatne firmy w Polsce już przygotowują się do tworzenia zapasowych mocy produkcyjnych i przenoszenia części procesów. Izba, którą kieruje, jest zdecydowanym zwolennikiem rozwoju sektora prywatnego w polskim przemyśle obronnym.
Współpraca polsko-ukraińska: wsparcie deklaratywne, ale dużo barier
Na poziomie polsko-ukraińskim sytuacja jest bardziej złożona. Kułakowski przyznaje, że z obu stron istnieje polityczna wola rozwijania współpracy, jednak w praktyce napotyka ona liczne przeszkody. Jedną z nich jest problem z wiarygodnością części podmiotów deklarujących gotowość do współpracy.
„Pod hasłem «hurra, współpraca» pojawiają się firmy, które nie dotrzymują terminów i nie spełniają oczekiwań drugiej strony, w tym ukraińskiej” – zauważa.
Ekspert podkreśla, że Ukraina posiada unikalną wartość – produkty sprawdzone w warunkach rzeczywistej wojny. Polska powinna z tego aktywnie korzystać, zamiast szukać partnerów za oceanem, gdy obok ma sąsiada o podobnym mentalności i kulturze pracy.
„Polacy i Ukraińcy często podobnie patrzą na wiele spraw. To ułatwia szybkie dogadanie się w kwestiach produkcyjnych i kooperacji technologicznej” – ocenia Kułakowski.
Jego zdaniem Polska nie w pełni wykorzystuje swoją pozycję sąsiada Ukrainy. Wiele projektów Ukraina realizuje obecnie z Danią czy Niemcami, omijając polski przemysł. To, zdaniem prezydenta PIPnROK, sygnał, że po polskiej stronie popełniono błędy w podejściu do partnerów ukraińskich.
Propozycja: polsko-ukraiński fundusz na wspólne projekty
Kułakowski proponuje stworzenie na szczeblu rządowym polsko-ukraińskiego funduszu wspierającego wspólne projekty obronne. Mógłby on finansować obiecujące prace badawczo-rozwojowe, udzielać grantów i wspierać transfer technologii.
„Kiedy pojawiają się instrumenty finansowe, ludzie z obu stron znacznie chętniej łączą siły” – argumentuje.
Jego zdaniem brak takiego funduszu wynika przede wszystkim z braku inicjatywy ze strony polityków. Kułakowski uważa, że gdyby premierzy Polski i Ukrainy lub prezydent Zełenski wyraźnie poparli taki mechanizm, decyzja zostałaby szybko podjęta.
„Czasem politykom po prostu trzeba podpowiedzieć, jakie kroki przyniosą sukces i korzyści dla wszystkich stron” – mówi.
Co Polska może przejąć od Ukrainy?
Największe wrażenie na polskim przemyśle obronnym robią obecnie ukraińskie systemy bezzałogowe – nie tylko drony powietrzne, ale także platformy naziemne i morskie. Kułakowski zwraca uwagę, że wojna bardzo szybko zweryfikowała koncepcje: słabe rozwiązania zostały odrzucone, a najlepsze trafiły do produkcji seryjnej.
Równie perspektywiczne są ukraińskie rozwiązania w zakresie taktycznej obrony przeciwlotniczej oraz środków walki z dronami.
„Ukraiński przemysł obronny był silny już przed pełnoskalową wojną, szczególnie sektor państwowy. Dziś do tego dołączyły bardzo dynamiczne firmy prywatne, które rozwijają się od ponad dziesięciu lat” – podkreśla.
Jego zdaniem potencjał współpracy istnieje w wielu obszarach – od produkcji dronów, przez systemy przeciwpancerne, aż po rakietowe.
Szczególnie pozytywnie Kułakowski ocenia atmosferę panującą w ukraińskim prywatnym przemyśle obronnym. Podczas spotkań z przedstawicielami ukraińskich stowarzyszeń branżowych zwraca uwagę na dużą liczbę młodych ludzi – często dopiero po dwudziestce – którzy wnoszą nowe podejście i energię.
„To nowe myślenie i duża gotowość do współpracy. Powinniśmy z tego skorzystać” – apeluje.
Jednocześnie ostrzega przed zbytnią ostrożnością i brakiem otwartości po polskiej stronie. Jego zdaniem kontrole i weryfikacja partnerów są potrzebne, ale nie powinny blokować realnej współpracy.
W ocenie Sławomira Kułakowskiego Polska stoi przed wyborem: albo aktywniej włączy się we współpracę z ukraińskim przemysłem obronnym, wykorzystując jego unikalne doświadczenie bojowe i dynamikę prywatnego sektora, albo będzie tracić kolejne projekty na rzecz innych państw NATO.
Kluczowe, jego zdaniem, jest stworzenie konkretnych mechanizmów finansowych oraz zmiana mentalności – odejście od podejścia „lepiej nie ryzykować” na rzecz świadomego budowania partnerskich relacji z Ukrainą w obszarze bezpieczeństwa i przemysłu zbrojeniowego.
„Ukraina ma energię, której nam często brakuje. To szansa, której nie powinniśmy zmarnować” – podsumowuje prezydent Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju.

