Polska i Ukraina przegrywają szansę na pojednanie.
Były wiceminister rolnictwa apeluje o strategiczny dialog i wspólne projekty zamiast wzajemnej rywalizacji
W kontekście trwających napięć w relacjach polsko-ukraińskich oraz dyskusji wokół nieobecności prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego podczas spotkań w Gdańsku były wiceminister rolnictwa i poseł Michał Kołodziejczak wezwał obie strony do natychmiastowego podjęcia merytorycznego dialogu. W obszernym wywiadzie udzielonym ukraińskim portali ZiF polski polityk, znany dotąd z twardego stanowiska w obronie polskich rolników przed napływem ukrańskiego zboża, podkreślił, że dalsze milczenie i eskalacja emocji szkodzą przede wszystkim zwykłym obywatelom obu krajów i mogą doprowadzić do utraty historycznej szansy na prawdziwe pojednanie.
Kołodziejczak zaznaczył, że trudno mu oceniać decyzje prezydentów – zarówno polskiego, jak i ukraińskiego – uznając je za przemyślane kroki. Jednocześnie wyraził przekonanie, oparte na rozmowach z Ukraińcami mieszkającymi w Polsce, że przyjazd Zełenskiego do Gdańska byłby dla nich ważnym gestem. „To, co dzieje się w relacjach polsko-ukraińskich w ciągu ostatnich dwóch-trzech tygodni, bardzo mnie niepokoi – i nie przez polityków. Politycy są dla mnie na ostatnim miejscu. Patrzę na to jako na relacje dwóch społeczeństw, które żyją obok siebie i muszą żyć razem” – powiedział.
Były wiceminister ostrzegł, że każde działanie – zarówno z polskiej, jak i ukraińskiej strony – które nasila wrogość między narodami, jest złe dla obu. „W tej chwili zarówno Polska, jak i Ukraina przegrywają w najważniejszej sprawie – w możliwości prawdziwego pojednania dwóch narodów. A to pojednanie dziś jest niezbędne” – dodał. Jego zdaniem politycy obu krajów powinni w końcu usiąść do stołu i szukać punktów stycznych, zamiast milczeć, ponieważ „tylko rozmowa prowadzi do dobrych decyzji”.
Ewolucja stanowiska i bilans pracy w ministerstwie
Kołodziejczak przyznał, że jego obecne apele o współpracę mogą dziwić, bo jeszcze niedawno był kojarzony jako „twardy negocjator” broniący polskiego rynku przed nadmiernym importem ukraińskiego zboża. Podkreślił jednak, że są sprawy ważne i sprawy ważniejsze. „Są rzeczy, w których będziemy konkurować – to normalne. A są rzeczy, w których po pewnych anomaliach musimy szukać wspólnej pracy i impulsu do rozwoju” – wyjaśnił. Przypomniał, że obrona przed nadmiernym importem zboża była reakcją na anomalia, która mocno uderzyła w polski rynek, ale minęło już ponad trzy lata i należało ten czas wykorzystać na budowanie wspólnych punktów współpracy – co proponował stronie ukraińskiej jeszcze jako wiceminister.
W najtrudniejszym okresie handlu zbożem Kołodziejczak wywalczył dla polskich rolników 2,5 miliarda złotych na dopłaty – jedyną taką pomoc za czasów rządu Koalicji Obywatelskiej. Udało się również zmienić zasady eksportu polskiej ziemniaków. Proponował też rozpoczęcie wspólnego z Ukrainą nasiennictwa i produkcji materiału sadzeniowego – zarówno ziemniaków, jak i zbóż. „Na Ukrainie są tereny, gdzie można to rozwijać, a Polska ma doświadczenie i spółki państwowe, które mogłyby w tym uczestniczyć. To mogła być pierwsza duża europejska współpraca tego typu” – mówił.
Niestety, kluczowe projekty – w tym budowa polskiego portu w Odessie czy wspólna rozbudowa infrastruktury portowej – nie zostały zrealizowane. To właśnie brak możliwości wdrażania takich inicjatyw był powodem jego odejścia z ministerstwa. „Nie potrzebowałem posady dla posady. Gdy zobaczyłem, że projekty, które uważam za ważne dla obu krajów, nie będą realizowane, powiedziałem: nie będę brał udziału w grze, która może prowadzić do przegranej Polski” – wyjaśnił.
Wspólna siła zamiast wzajemnego osłabiania
Były wiceminister wezwał do szerszego patrzenia na relacje gospodarcze. „Jeśli patrzymy na siebie tylko jako na konkurentów, to tak, ukraińskie rolnictwo to zagrożenie dla polskiego rolnika. Ale uważam, że trzeba patrzeć szerzej. Zamiast wzajemnie się niszczyć, możemy razem konkurować z tymi, z którymi nigdy się nie dogadamy – na przykład z dużymi graczami z Europy Zachodniej” – podkreślił.
Jego zdaniem kluczowe są konkretne projekty dające realne korzyści obywatelom: wspólny port, połączenie Morza Bałtyckiego z Czarnym, transport zboża z Zamojszczyzny pociągiem do Odessy i analogiczne korzyści w odwrotnym kierunku. „A teraz za dużo rozmów politycznych – i za mało konkretnych spraw, które ludzie mogliby odczuć na sobie” – ocenił.
Największe zagrożenie: brak woli dogadania się
Kołodziejczak stwierdził, że wszystko – „Zielony Ład”, umowa z Mercosur czy otwarcie unijnego rynku rolnego po ewentualnym wejściu Ukrainy do UE – może być zagrożeniem, jeśli Polska i Ukraina się do tego nie przygotują wspólnie. „Jeśli zaś my z Ukrainą przygotujemy się do wspólnych działań, to nie będzie zagrożeniem” – zaznaczył.
Największe niebezpieczeństwo widzi jednak gdzie indziej. „Największe niebezpieczeństwo – nie w «Zielonym Ładzie» czy Mercosur. Największe niebezpieczeństwo – gdy ludzie nie chcą się dogadywać. Jeśli nie stworzymy wspólnej siły, to w końcu i niemieckie, i holenderskie, i amerykańskie firmy po prostu przejmą kontrolę nad produkcją żywności zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie” – ostrzegł.
Jego wizja to wspólne marki, wspólne brandy, konsorcja eksportowe i spółki, które pozwoliłyby Polakom i Ukraińcom razem zdobywać rynki w Japonii, Korei Południowej, Malezji, na Filipinach, w Stanach Zjednoczonych czy krajach Bliskiego Wschodu. „Gdybyśmy pokazali, że Polacy i Ukraińcy mogą razem podbijać świat w rolnictwie (…) Polacy i Ukraińcy zobaczyliby, że to możliwe i ma potencjał” – mówił. Bez takiej dalekowzrocznej wizji oba kraje nigdy nie pójdą dalej niż Niemcy czy Holendrzy, a produkcję żywności przejmą zagraniczne podmioty.
Nawozy z Białorusi i biometan: prawdziwy problem leży gdzie indziej
Odnosząc się do postulatów części rolników dotyczących tańszych nawozów z Białorusi, Kołodziejczak stwierdził, że prawdziwy problem nie leży w białoruskim potasie, lecz w niskich cenach skupu produktów rolnych. „Jeśli rolnik dobrze zarabia, nie musi szukać najtańszych nawozów z podejrzanych źródeł” – wyjaśnił. Podobnie ocenił sytuację, w której biometan z ukraińskich zakładów trafia rurociągiem przez Rumunię do Niemiec. „Chciałbym, żeby jeśli coś sprzedawane będzie z Ukrainy, to bramą i takimi wspólnymi wrotami dla ukraińskich produktów była dobra umowa z Polską” – powiedział.
Polityk ostrzegł również przed scenariuszami, w których brak porozumienia polsko-ukraińskiego zostałby wykorzystany przez inne siły. „Warto sobie tak pofantazjować i zobaczyć, co może być, gdy scenariusze na zachodzie Europy będą inne, bo wtedy kardynalnie zmieni się polityka w Unii Europejskiej i stosunek do Ukrainy” – mówił, nawiązując do ewentualnego dojścia do władzy w Niemczech partii AfD czy we Francji partii Marine Le Pen.
„Zawsze będę mówił, żeby politycy z jednej i z drugiej strony, którzy siadają do stołu negocjacji, myśleli o zwykłych ludziach, którzy pracują, którzy chcą mieć domy, którzy chcą mieć spokojne życie, którzy chcą ciężko pracować, którzy ciężko pracują, którzy chcą mieć dzieci, którzy chcą spokojnie patrzeć w przyszłość” – podkreślił.
Jak rozmawiać z polskim rolnikiem o Ukrainie
Kołodziejczak zwrócił uwagę, że polscy rolnicy to ludzie bardzo pragmatyczni, którzy chcą zarabiać, utrzymywać rodziny i mieć spokojne życie. „Kiedy im ciężko, szukają prostych rozwiązań – na przykład tańszych nawozów z Białorusi” – zauważył. Dodał jednak, że działania zarówno prezydenta Nawrockiego, jak i prezydenta Zełenskiego mogą prowadzić do radykalizacji poglądów konserwatywnych rolników. „Dlatego z nimi trzeba rozmawiać uczciwie i spokojnie. Nie można dopuścić, aby przez brak dialogu na górze radykalizowali się ludzie na dole” – apelował.
Podkreślił, że Polacy nie są źli na naród ukraiński, a większość Ukraińców nie aprobowałaby metod stosowanych na Wołyniu. „Ale do tego potrzebna jest uczciwa rozmowa z obu stron – i z otwartym sercem” – powiedział. „Potrzebna jest rozmowa, dialog, tu potrzebne jest również otwarte serce z jednej i z drugiej strony, gesty, wzajemne zrozumienie” – dodał.
Polityk wyraził nadzieję, że oba narody zdołają się porozumieć. „Dzisiaj od tego, czy zdołają się porozumieć dwa sąsiednie narody, zależy bardzo dużo – i dla Polski, i dla Ukrainy” – podsumował. Nawiązał też do potrzeby przepraszania i wybaczania: „Jeśli komuś też zrobię coś złego i po pewnym czasie mam przekonanie, że to było złe, to nie mam problemu z tym, żeby powiedzieć: «Przepraszam, nie chciałem, była inna sytuacja, inaczej na to patrzyłem, to się zmieniło, i dzisiaj chodźmy naprzód». Bo to Pan Bóg dał człowiekowi oczy z przodu głowy, a nie z tyłu”.
Kołodziejczak zakończył apel o szersze spojrzenie na relacje polsko-ukraińskie i o to, by politycy obu krajów wzięli na siebie odpowiedzialność za przyszłość zwykłych ludzi po obu stronach granicy.

