CIA, Watykan i Łukaszenka, a Polska akurat kłóci się o bomby

Dyrektor CIA John Ratcliffe podczas tajnej wizyty w Moskwie przedstawił pesymistyczną ocenę stanu wojny Rosji z Ukrainą i wezwał Rosjan do zawarcia porozumienia, zanim ich sytuacja militarna i gospodarcza ulegnie pogorszeniu.

Media informują, że Ratcliffe spotkał się z szefem rosyjskiego kontrwywiadu FSB Aleksandrem Bortnikowem oraz z szefem wywiadu cywilnego Siergiejem Naryszkinem.

Według „New York Timesa” szef CIA powiedział Bortnikowowi, że nadszedł czas, aby Moskwa rozpoczęła poważne negocjacje w celu zakończenia wojny. Ostrzegł też rosyjskich urzędników, by nie eskalowali konfliktu z sojusznikami USA w NATO, w tym z Estonią, Łotwą i Litwą.

O znaczeniu i konsekwencjach wizyty dowiemy się za kilka miesięcy. Warto jednak już teraz ocenić jej wagę w kontekście innych wydarzeń politycznych.

Równolegle do wizyty Ratcliffe’a do Moskwy przyjechał szef watykańskiej dyplomacji, abp Paul Richard Gallagher. Oficjalną wizytę złożył w dniach 25–28 sierpnia 2026 r. Była to jego pierwsza podróż do stolicy Rosji od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r.

Abp Gallagher spotkał się m.in. z ministrem Siergiejem Ławrowem, Jurijem Uszakowem oraz przedstawicielami Patriarchatu Moskiewskiego. Poruszał kwestie humanitarne i apelował o pokój.

Poprzednia oficjalna wizyta szefa watykańskiej dyplomacji w stolicy Rosji miała miejsce w listopadzie 2021 r.

Stolica Apostolska chce utrzymywać otwarte kanały rozmów zarówno z Rosją, jak i z Ukrainą. Po rozmowie z Ławrowem abp Gallagher oświadczył, że konfliktu nie da się rozwiązać środkami militarnymi. Wizyta w Moskwie nastąpiła niewiele ponad miesiąc po sześciodniowej misji abp. Gallaghera na Ukrainie.

W tym samym czasie w Polsce rozpętała się dyskusja o uczestnictwie w programie Nuclear Sharing.

W czerwcu tego roku rządowy ośrodek analityczny — Polski Instytut Spraw Międzynarodowych (PISM) — opisywał kwestię broni atomowej w następujący sposób.

Stany Zjednoczone rozważają poszerzenie współpracy z sojusznikami w Europie, w tym z Polską i państwami bałtyckimi, aby wzmocnić odstraszanie nuklearne NATO. Rozmieszczenie amerykańskich bomb jądrowych na wschodniej flance jest jednak mało prawdopodobne z uwagi na obawy, że taki krok zostałby uznany za prowokację wobec Rosji. Bardziej realnym rozwiązaniem wydaje się nuklearna certyfikacja sojuszniczych samolotów zdolnych do przenoszenia amerykańskiej broni. Wzmocnienie zdolności nuklearnych demonstruje zaangażowanie USA, lecz wiarygodność tego odstraszania zależy od planowanych redukcji konwencjonalnych wojsk amerykańskich w Europie. Ewentualne znaczące cięcia w konwencjonalnej obecności wojskowej mogłyby potęgować obawy co do gotowości USA do obrony sojuszników.

We wpisie z sierpnia na portalu X Artur Kacprzyk, analityk PISM, sprecyzował, że program Nuclear Sharing opiera się na zgodzie USA i ma na celu zakomunikowanie Rosji gotowości do nuklearnej obrony Sojuszu. Stała obecność głowic w Polsce najsilniej demonstruje tę możliwość i skraca czas reakcji, podczas gdy posiadanie samolotów DCA bez samej broni również wzmacnia zdolności odstraszania i komplikuje potencjalny atak. Według eksperta PISM kluczowym celem programu nie jest rozwój narodowych zdolności, lecz zwiększenie wiarygodności wspólnego odstraszania NATO.

Warto pamiętać, że Polska od ponad roku — na szczeblu prezydenta i premiera — prowadzi z Waszyngtonem rozmowy o możliwości udziału w programie Nuclear Sharing, włącznie z rozmieszczeniem na terenie Polski bomb atomowych.

W mojej opinii wszystko wskazuje na to, że polska dyskusja o broni atomowej jest pokłosiem amerykańsko-rosyjskich rozmów w Moskwie.

Według Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz Polska powinna dążyć do pełnego uczestnictwa w programie Nuclear Sharing na równych zasadach z innymi państwami NATO, odrzucając rosyjski szantaż i konieczność autocenzury. Zdaniem wicepremier uleganie naciskom Kremla, który pragnie uczynić z Polski strefę buforową, osłabia pozycję kraju na arenie międzynarodowej.

Kulminacyjnym elementem wydarzeń ostatniego tygodnia jest spotkanie Łukaszenki z Putinem, które odbyło się nagle, zaledwie kilkadziesiąt godzin po tajnej wizycie dyrektora CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie. Tuż przed wylotem, 26 sierpnia, białoruski dyktator zarządził niespodziewaną i natychmiastową inspekcję gotowości bojowej całej białoruskiej armii.

Wiosną 2023 r. Rosja rozmieściła na Białorusi broń atomową, co faktycznie zmieniło układ sił w Europie obowiązujący od 1991 r.

Decyzja o rozmieszczeniu rosyjskiej taktycznej broni jądrowej na Białorusi rażąco narusza fundamenty globalnej architektury bezpieczeństwa, na czele z Układem o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Zgodnie z artykułami I i II tego paktu mocarstwa atomowe zobowiązały się do nieprzekazywania kontroli nad arsenałem nuklearnym innym państwom, natomiast kraje bezatomowe — do nieprzyjmowania takich ładunków. Choć Moskwa i Mińsk bronią się argumentem, że kody startowe pozostają w rękach Kremla, krok ten stanowi jawne złamanie ducha traktatu i niebezpieczny precedens destabilizujący globalny reżim nieproliferacji. Działanie to unieważnia również Memorandum budapeszteńskie z 1994 r., w którym Rosja oficjalnie zobowiązała się do respektowania suwerenności i integralności terytorialnej Białorusi w zamian za dobrowolne zrzeczenie się przez nią postsowieckiego arsenału atomowego.

Ruch ten jest ponadto bezpośrednim pogwałceniem Aktu stanowiącego NATO–Rosja z 1997 r., w którym Moskwa deklarowała intencję redukcji swoich sił nuklearnych i rezygnację z traktowania Sojuszu jako przeciwnika. Złamanie tych politycznych i prawnych zobowiązań spotkało się z jednoznacznym potępieniem ze strony Unii Europejskiej oraz NATO, które określiły działania reżimów Putina i Łukaszenki jako nieodpowiedzialną eskalację i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa europejskiego. Przekształcenie Białorusi w rosyjski przyczółek atomowy definitywnie grzebie dotychczasowe umowy o środkach budowy zaufania wojskowego w Europie i wciąga region w realia nowej, nieprzewidywalnej zimnej wojny.

Moskwa w jednym tygodniu przyjęła szefa CIA, watykańskiego ministra spraw zagranicznych i Łukaszenkę — to sygnał, że Kreml testuje jednocześnie trzy scieżki – kanał wywiadowczy, kanał „pokojowy” i sojusz z Mińskiem. Polska debata o Nuclear Sharing toczy się obok tych rozmów, ale nie wynika z nich automatycznie: jej stawką jest to, czy wschodnia flanka NATO ma być tylko miejscem amerykańskich gwarancji, czy także miejscem sojuszniczego ryzyka. Wniosek jest prosty — kto w Warszawie mówi o bombach, a milczy o Białorusi i o tym, czego USA naprawdę żądały od Bortnikowa, opisuje skutek, nie przyczynę.

Eugeniusz Bilonozko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *