ZBOŻE i TRANZYT

Krajowa Rada Izb Rolniczych (KRIR) żąda stałego monitoringu ukraińskiego zboża. Resort: system jest szczelny, logistyka to sprawa infrastruktury

Samorząd rolniczy domaga się od rządu twardych danych: czy zboże z Ukrainy, które wjeżdża do Polski jako tranzyt do portów, naprawdę wypływa poza Unię Europejską — i kto na tym łańcuchu zarabia. Ministerstwo Rolnictwa odpowiada, że zakaz importu obowiązuje bezterminowo, a Krajowa Administracja Skarbowa plombuje i śledzi każdy taki transport. Wcześniej rozmawialiśmy z prezesem Lubelskiej Izby Rolniczej i poslem Michałem Kołodziejczakem, którzy mówiłi jednak językiem zupełnie innym niż pismo resortu: jeden o „przyzwoleniu, by tranzyt zostawał”, drugi o braku strategii z Kijowem.

Zarząd Krajowej Rady Izb Rolniczych wystąpił 8 września do ministra rolnictwa o stałe monitorowanie transportów zboża z Ukrainy kierowanych do polskich portów morskich. Wniosek, podpisany w imieniu samorządu i skierowany do resortu, którego prezesem KRIR jest Wiktor Szmulewicz, żąda trzech rzeczy.

Po pierwsze — opisu systemu kontroli i potwierdzenia, czy ziarno skierowane do portów jest faktycznie eksportowane poza UE. Po drugie — skali tego wywozu i zasad, na jakich się odbywa. Po trzecie — informacji, czy statki w polskich portach czarteruje strona ukraińska, czy pośrednicy, w tym koncerny międzynarodowe, oraz jakie firmy biorą udział w transporcie, magazynowaniu, przeładunku i eksporcie.

KRIR uzasadnia to obawami o ceny i o to, że gospodarstwa nie mogą sprzedać własnego ziarna. Transparentność — pisze zarząd — ma ograniczyć wątpliwości i „możliwość występowania nadużyć związanych z nadmiernym importem zboża na rynek krajowy”.

Odpowiedź MRiRW przyszła szybko. Pismem z 11 września (znak RRE.wpr.071.89.2026), z upoważnienia ministra, sekretarz stanu Małgorzata Gromadzka powtórzyła obowiązujący stan prawny i odesłała część pytań do innego resortu.

W Polsce bezterminowo działa krajowy zakaz przywozu wybranych produktów rolnych z Ukrainy — rozporządzenie ministra rozwoju i technologii z 15 września 2023 r. (Dz.U. poz. 1898). Obejmuje pszenicę, kukurydzę, nasiona rzepaku i słonecznika oraz m.in. otręby, śruty, makuchy i mąkę pszenną. Dozwolony jest wyłącznie tranzyt pod dozorem celnym, zakończony w Gdańsku, Gdyni, Świnoujściu, Szczecinie lub Kołobrzegu albo poza terytorium RP, z przeznaczeniem na eksport do krajów trzecich.

Resort opisuje nadzór KAS w systemie NCTS2: weryfikacja dokumentów i kodu taryfowego na granicy, kontrola ładunku i wagi, w razie potrzeby RTG, obowiązkowe plomby na tirach i wagonach, plomby elektroniczne sprzężone z GPS KAS, limit czasu na przejazd. Usunięcie towaru spod dozoru może skutkować odpowiedzialnością karno-skarbową i długiem celnym. „System pozwala monitorować trasę (…) co eliminuje ryzyko wprowadzenia produktów zakazowych na polski rynek” — napisano w odpowiedzi.

Priorytetem MRiRW — zastrzeżono na wstępie — jest stabilność rynku i ochrona polskich producentów. W sprawie logistyki tranzytu „właściwym jest minister infrastruktury”.

Pismo nie podaje wolumenu tranzytu, nie potwierdza liczbowo, ile ziarna z polskich nabrzeży wyszło poza UE, i nie wymienia armatorów ani pośredników. Na pytania KRIR o czarter statków i łańcuch firm resort wprost nie odpowiada.

Ten brak danych może być osią sporu, który od czterech lat wraca przy każdym żniwnym sezonie.

Prezes Lubelskiej Izby Rolniczej Gustaw Jędrejek w rozmowie przeprowadzonej pod koniec sierpnia ocenił, że magazyny na końcu szerokiego toru są „zatłoczone do pełna zbożem z Ukrainy”, a deklaracja tranzytu to „teoria”. Twierdzi, że towar zostaje, kolejki w portach i na granicy blokują wywóz polskiego ziarna, a handlarze biorą tańszą pszenicę z Ukrainy — podał rząd wielkości ok. 420–430 zł za tonę wobec ok. 700 zł w kraju.

„W dzisiejszych czasach w Polsce nie ma kontroli na nic (…). Jest przyzwolenie na wszystko. Albo służby nie informują rządzących, co się dzieje, albo rządzących to nie interesuje” — powiedział. Postępowania ws. zboża technicznego sprzed ok. trzech lat — relacjonował — „za obecnej władzy zostało wszystko umorzone”.

Jędrejek tłumaczył stagnację krajowych cen tym, że na świecie pszenica zdrożała, a w Polsce nie, bo do magazynów dowieziono ukraińskie ziarno „niby z tranzytu”. Dane o wolnych mocach portowych i eksporcie rzędu 8 mln ton nazwał propagandą „po to, żeby dać zielone światło” ukraińskiemu towarowi. „To nie jest zboże ukraińskie. To jest zboże oligarchów na całym świecie, zboże zachodnie, tylko wyprodukowane na Ukrainie.”

Poseł Michał Kołodziejczak, były sekretarz stanu w MRiRW, w osobnej rozmowie z tego samego cyklu nie wszedł w spór o plomby GPS. Uderzył w inną tezę: doraźne zgody na tranzyt są z innego wieku. Ukraina — mówił — musi dogadać się z Polską „na wielu poziomach”, m.in. przekazać jeden terminal zbożowy, gdy odzyska pełny dostęp do Morza Czarnego. Inaczej Polska będzie traktowana „jak kraj trzeciego świata”: rzepak jako olej, jak do Niemiec, biometan jak do Niemiec.

„Albo zawrzemy szersze porozumienie, albo nic z tego nie będzie. I jedno, i drugie państwo z tego straci.” Bez układu Polaków i Ukraińców „oszukają duże międzynarodowe koncerny”. Zapowiedział składanie dokumentów ws. zespołu parlamentarnego ds. zagrożeń i szans współpracy gospodarczej na rynku rolno-spożywczym oraz spotkanie z ambasadorem Ukrainy.

Te trzy głosy — KRIR, MRiRW, praktycy ze wschodu i z Sejmu — nie mówią o tym samym przedmiocie.

Resort odpowiada na pytanie proceduralne: czy istnieje zakaz i czy KAS śledzi naczepę od granicy do portu. Odpowiedź brzmi: tak, od września 2023 r., bezterminowo.

KRIR pyta o coś dalej: co dzieje się po dojechaniu do nabrzeża. Kto czarteruje statek, czy ładunek opuszcza UE, w jakiej skali, na czyj rachunek. Tego pismo z 11 września nie rozstrzyga i przerzuca logistykę na ministra infrastruktury.

Jędrejek kwestionuje skuteczność samej procedury i stawia zarzut, że towar zostaje na rynku. Kołodziejczak przyjmuje, że sam tranzyt nie wystarczy jako polityka, nawet jeśli formalnie jest legalny.

Analityk rynku zbóż Mirosław Marciniak (InfoGrain) podał w sierpniu, że eksport zbóż z Polski w sezonie 2025/26 wyniósł 8,94 mln ton i był o 1,1 mln ton wyższy niż rok wcześniej. Drogą morską zrealizowano 58 proc. tego wolumenu. Zdolności przeładunkowe polskich portów wykorzystano w 40 proc.

Marciniak ocenił, że zostaje potencjał na tranzyt zbóż z Ukrainy, ale potrzebna jest „mądra polityka, aby nie zdestabilizować rynku krajowego”.

Kontekst, bez którego ten tydzień wrześniowy jest tylko wymianą pism, sięga 2022 r. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę zablokowano ukraińskie porty czarnomorskie. Ziarno poszło korytarzami lądowymi przez Polskę, Słowację, Węgry i Rumunię. W 2022–2023 r. ceny skupu w Polsce runęły, szczególnie na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu. Rząd PiS, a potem koalicja z grudnia 2023 r., utrzymywały embarga i licencje. Rozporządzenie z 15 września 2023 r. utrwaliło zakaz przywozu i wyrzeźbiło jedyny legalny tor: tranzyt do pięciu portów albo poza RP.

Od tamtej pory powtarza się ten sam mechanizm. Rolnicy mówią o „zostawaniu” towaru, mieszalniach pasz i skupach. Resorty mówią o plombach, SENT/NCTS i dozórze. Kontrole bywały, postępowania bywały; Jędrejek twierdzi, że część umorzono.

Równolegle rząd buduje własną infrastrukturę eksportową. 27 lipca 2026 r. otwarto pierwszy etap Gdańskiego Agro Terminalu — inwestycji spółki Skarbu Państwa (Port Gdański Eksploatacja). Magazyn 30 tys. ton, docelowo ok. 160 tys. ton składowania i wielomilionowy przeładunek rocznie. Oficjalny cel: wywóz polskiego ziarna. Jędrejek i część izb czytają to inaczej: wolne moce i nowy terminal mogą stać się argumentem, by puszczać więcej ukraińskiego tranzytu, a nie podbijać cenę w skupie.

Dane branżowe z ostatnich sezonów pokazują napięcie, nie rozstrzygają winy. Krajowa produkcja zbóż oscyluje wokół 35–36 mln ton, zużycie 25–26 mln. Morskim szlakiem Polska wywoziła w ostatnich latach rzędu 6–8 mln ton; w sezonie 2024/25 bywało to bliżej 8 mln i mniej niż rok wcześniej. Analitycy rynku wskazywali, że porty nie wykorzystują nawet połowy zdolności. To właśnie te „wolne moce” reporterzy kładą teraz na stół przed izbami i ministerstwem.

Odpowiedź Gromadzkiej ma jeszcze jedną cechę instytucjonalną. MRiRW broni rynku deklaratywnie, ale nie bierze na siebie logistyki portowej ani mapy armatorów. KRIR pytał o łańcuch firm — czyli o to, czy rację ma Jędrejek („zboże zachodnie wyprodukowane na Ukrainie”) i Kołodziejczak (koncerny oszukają obu). Resort tej mapy nie dał.

Na tym polega nowy/stary spór w jednej linii: izby chcą wglądu w to, co dzieje się za plombą, gdy wagon już stoi przy nabrzeżu. Ministerstwo rolnictwa pokazuje plombę. Ministerstwo infrastruktury — na razie — w tej wymianie listów milczy.

WY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *