Ekspert wojskowy: Polska nie jest gotowa na własne „Blackwater”. Potrzebna zmiana prawa i mentalności

– Polska intensywnie modernizuje armię i zwiększa wydatki na obronność, jednak w debacie publicznej wciąż brakuje poważnej dyskusji o wykorzystaniu doświadczeń bojowych z Ukrainy, statusie weteranów-ochotników oraz możliwości stworzenia polskich struktur paramilitarnych czy analitycznych działających poza ramami regularnego wojska. Według płk. rez. Przemysława Wardowskiego, weterana sił specjalnych i eksperta ds. bezpieczeństwa, Polska nie jest jeszcze ani prawnie, ani mentalnie gotowa na stworzenie własnej wersji prywatnych firm wojskowych na wzór amerykańskiego Blackwater.

W rozmowie z korespondentem ukraińskiej agencji „ZIF” Wardowski podkreślił, że choć w Polsce legalnie nie można tworzyć prywatnych firm wojskowych, to większym problemem jest brak gotowości społecznej i politycznej do takiej debaty. „Oprócz Francuzów i Brytyjczyków, którzy mają brygady Gurkhowie, w Europie nikt tak naprawdę nie jest na to gotowy. My Polacy też nie” – ocenił ekspert.

Doświadczenie bojowe jako kluczowa wartość

Wardowski zwrócił uwagę, że siła armii nie mierzy się liczbą żołnierzy ani sprzętem, lecz realnym doświadczeniem bojowym. Według niego większość europejskich armii – poza amerykańską, izraelską i obecnie ukraińską – nie brała udziału w klasycznej wojnie wysokiej intensywności od dziesięcioleci. Polskie misje w Afganistanie i Iraku miały charakter operacji stabilizacyjnych lub policyjno-wojskowych, a nie pełnoskalowych działań frontowych.

„To trochę jak walka na noże. Wszyscy trenują, ale nikt nie wie, jak zareaguje, gdy naprawdę dojdzie do walki na ulicy” – powiedział były oficer, który przez ponad trzy lata służył w Afganistanie.

W tym kontekście szczególnie cenny staje się bojowy dorobek Polaków walczących jako ochotnicy po stronie Ukrainy. Wardowski poparł inicjatywę marszałka seniora Bogdana Borusewicza, który postuluje przyznanie im statusu weterana na równych zasadach z żołnierzami Wojska Polskiego. Propozycja ta spotkała się jednak z ostrą krytyką części opinii publicznej.

„Trzeba zmienić prawo. Ale żeby prawo zadziałało, musi się zmienić nasze podejście” – stwierdził Wardowski.

Prywatne firmy wojskowe i analityczne – szansa czy zagrożenie?

Ekspert uważa, że Polska mogłaby rozważyć nie tylko klasyczne prywatne firmy wojskowe, ale także struktury analityczne i operacyjne złożone z byłych żołnierzy i funkcjonariuszy służb. W Stanach Zjednoczonych takie podmioty od lat wspierają administrację w zadaniach, których nie mogą wykonywać oficjalne służby ze względów prawnych.

„To nie tylko o PMC. Chodzi o wykorzystanie wiedzy i doświadczenia ludzi, którzy już walczyli. Amerykańcy to robią od lat” – podkreślił.

Jednocześnie Wardowski zaznaczył, że w Polsce dominuje postawa „jakoś to będzie”. Zazwyczaj „budzimy się dopiero, gdy coś się stanie”. Jego zdaniem dopiero poważny incydent – dywersja, atak dronów czy inny kryzys – mógłby przyspieszyć zmiany w podejściu do obrony cywilnej i wykorzystania potencjału weteranów.

Największy problem, zdaniem eksperta, leży w obszarze obrony cywilnej i edukacji bezpieczeństwa. Wardowski zauważył paradoks: świadomość zagrożeń wśród zwykłych obywateli jest często wyższa niż wśród części lokalnych urzędników i decydentów.

„Ludzie sami kupują plecaki ewakuacyjne, uczą się, organizują. A system wciąż kuleje” – ocenił.

Kluczowym rozwiązaniem, według byłego oficera, jest systemowa edukacja rozpoczynająca się już w przedszkolu i szkole podstawowej. Powinna ona obejmować nie tylko dzieci, ale także rodziców. Wardowski przeprowadzał już pilotażowe szkolenia, w których sześć godzin zajęć z uczniami uzupełniał dwugodzinnym spotkaniem z rodzicami. Efekt? Wielu rodziców przyznało, że nigdy wcześniej nie rozmawiało z dziećmi o bezpieczeństwie.

„Jeśli edukację zostawimy tylko oddolnym inicjatywom, to dogonimy współczesne wymagania za 20 lat” – ostrzegł.

Wardowski pozytywnie ocenia zmiany, jakie zaszły w Wojsku Polskim po 2022 roku, jednak uważa je za niewystarczające. Podkreśla, że bez zmiany mentalności – zarówno wśród elit politycznych, jak i w społeczeństwie – Polska będzie reagować na zagrożenia z opóźnieniem.

Jego zdaniem kluczowe jest odejście od postrzegania weteranów z Ukrainy jako problemu i potraktowanie ich doświadczenia jako strategicznego zasobu. Podobnie jak stworzenie ram prawnych pozwalających na wykorzystanie potencjału byłych żołnierzy poza strukturami regularnej armii – czy to w formie firm analitycznych, czy wyspecjalizowanych jednostek.

„Chcemy się chwalić silną armią. Ale siła armii zawsze jest weryfikowana w boju, a nie na defiladzie” – podsumował płk rez. Przemysław Wardowski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *