Przeciw upiorom przeszłości: historia i polityka w relacjach Ukraińców i Polaków w 2026 roku
Wielki Polak Jerzy Giedroyc metaforycznie przedstawił kiedyś polską politykę, którą – jak mawiano – kierują dwie trumny: Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Jeśli spojrzymy na realia ukraińsko-polskich historycznych batalii (a to właśnie w takiej fazie relacje te, emocjonalnie zaprawione polityką, ujawniają niekiedy swoją ostrość), to dziś wciąż ciąży nad nimi mogiły Wołynia.
Niestety, nawet zgody wydane przez Kijów i rozpoczęty proces ekshumacji nie stały się tym zabezpieczeniem, które pozwoliłoby uniknąć kolejnego skandalu w stosunkach dwustronnych (być może jednego z najostrzejszych w ostatnich latach). Został utracony ważny impuls do kontynuowania dialogu historycznego, wyznaczony przez Polsko-Ukraiński Kongres Historyczny, zwołany w tym roku po raz pierwszy po długiej przerwie. Historycy, którzy okresowo spotykają się, by konstruktywnie dyskutować o skomplikowanych kartach naszej wspólnej historii, wykazują znacznie większy potencjał do osiągnięcia niezbędnego porozumienia niż – jak widzimy – dzisiejsi politycy.
Historia to polityka zatrzymana w biegu, pisał Juliusz Mieroszewski, a 120 lat od jego urodzin i 50 lat od śmierci przypada w tym roku. Wybitny publicysta paryskiej „Kultury” uważał przestrzeń obejmującą Ukrainę, Litwę i Białoruś – dla wygody oznaczoną literami ULB – za coś więcej niż kość niezgody między Polską a Rosją. Przestrzeń ta determinowała kształt stosunków polsko-rosyjskich, skazując Polaków albo na imperializm, albo na status satelicki. Jednocześnie z rosyjskiej perspektywy aneksja terytoriów ULB do Imperium Rosyjskiego była postrzegana jako warunek konieczny, umożliwiający sprowadzenie Polski do statusu satelickiego.
Mieroszewski pisał, że „uwarunkowania historyczne rządzą teraźniejszością, jak ojciec niepełnoletnim synem” – i ostrzegał polskie elity przed nadawaniem imponderabiliom (symbolom, obrazom, pamięci) większej wagi niż realnej sytuacji geopolitycznej. Idea wolności i samostanowienia bratnich narodów, oddzielająca Polskę od Rosji, pozostaje aktualna – taki program mógłby przywrócić polskiej polityce zagranicznej wysoki motyw moralny, którego tak bardzo jej dziś brakuje. Niepodległa Ukraina walcząca z Rosją nie jest problemem dla Polski, lecz rozwiązaniem strukturalnego dylematu polsko-rosyjskiego, o którym Mieroszewski pisał około 50 lat temu. Obecna polityka Polski wobec Ukrainy, która przeciwstawia się rosyjskiemu agresjowi na terytorium Europy, często ma charakter reaktywny: reaguje na wydarzenia, a nie kształtuje strategiczny program. Publicysta polityczny „Kultury” nazwałby to właśnie owym brakiem „Ostpolitik”, który krytykował w swoich artykułach.
Inny publicysta w swoim fundamentalnym artykule w „Kulturze” przytacza nam wyrazisty symbol. „Jeśli żywi nie potrafią wyrwać się z objęć prastarych upiorów, niech przynajmniej ten cmentarz żołnierski zamknie drogę upiorom przeszłości” – pisał Józef Łobodowski o cmentarzu na Monte Cassino, gdzie polscy i ukraińscy żołnierze spoczywają obok siebie pod krzyżami. Dziś, pod ciosami rosyjskiego terroru, ukraińskich grobów przybywa. Jednak imperialne ambicje szalonego kremlowskiego dyktatora sięgają poza granice Ukrainy. I teraz to desperacka walka Ukraińców powstrzymuje większą tragedię – gdy na fundamencie wspólnej ofiary rozpoczną się poszukiwania dróg porozumienia.
Symbolicznie i zobowiązująco – że rok 2026 jest rokiem, w którym intensyfikacja dialogu polsko-ukraińskiego po raz kolejny wystawi na próbę siłę stosunków dwustronnych – Senat i Sejm RP ogłosiły rok Jerzego Giedroycia i Józefa Czapskiego. To nie tylko kulturowy hołd dla dwóch wybitnych Polaków, których życie i twórczość były nierozerwalnie związane ze sprawą ukraińską. To przypomnienie intelektualnego i moralnego dziedzictwa „Kultury”, która nie oferuje gotowych odpowiedzi, lecz trafne pytania: czy nasza pamięć służy żywym, czy martwym „upiorom”? Czy Polska buduje „Ostpolitik”, czy tylko reaguje? Czy niepodległa Ukraina jest rzeczywiście polskim interesem strategicznym, czy tylko wygodnym argumentem, gdy nam to służy?
Pavlo Lodyn

