Kompromis polsko-ukraiński w sprawie upamiętniania UPA
Publicysta Krzysztof Szydlik zaproponował kompromis w polsko-ukraińskim sporze dotyczącym upamiętniania liderów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Jego zdaniem rozwiązanie powinno opierać się na rozróżnieniu rzeczywistej odpowiedzialności poszczególnych osób za zbrodnie na ludności polskiej, w szczególności za Rzeź Wołyńską. Propozycja ma na celu przełamanie impasu i umożliwienie obu stronom zachowania twarzy.
Szydlik podkreśla, że obecne stanowisko Polski, zgodnie z którym „każda forma upamiętniania UPA jest nie do przyjęcia”, obejmuje cztery kluczowe nazwiska: Stepan Bandera, Roman Szuchewycz, Dmytro Klaczkiwski (Kłym Sawur) oraz Andrij Melnyk. Ze strony ukraińskiej takie stanowisko jest całkowicie nieakceptowalne. UPA w ukraińskiej świadomości historycznej funkcjonuje przede wszystkim jako symbol walki o niepodległość z Rosją (a nie z Polską). W warunkach trwającej wojny, w której Ukraina traci rocznie ok. 100 tys. zabitych i rannych oraz znaczną część terytorium, jakiekolwiek „wyparcie się” tej narracji byłoby politycznie i społecznie niemożliwe – zarówno dla społeczeństwa, jak i dla elit.
Logika wzajemnego utwardzania pozycji prowadzi jedynie do eskalacji sporu i osłabienia polsko-ukraińskiego partnerstwa strategicznego. Szydlik apeluje więc o poszukiwanie rozwiązań opartych na faktach, a nie na maksymalistycznych żądaniach.
Propozycja kompromisu – rozróżnienie według odpowiedzialności
Szydlik buduje swoją koncepcję na precyzyjnym rozdzieleniu ról czterech postaci w kontekście zbrodni na Polakach:
- Dmytro Klaczkiwski (Kłym Sawur) – dowódca UPA-Północ, który wydał bezpośredni rozkaz eksterminacji ludności polskiej. Odpowiedzialność za ludobójstwo jest w jego przypadku oczywista i niepodważalna.
- Roman Szuchewycz – naczelny dowódca UPA w okresie Rzezi Wołyńskiej. Zatwierdził i kontynuował działania eksterminacyjne. Również bezpośrednio odpowiedzialny.
- Stepan Bandera – w czasie kulminacji Rzezi Wołyńskiej przebywał w niemieckim więzieniu i nie miał wpływu na wydarzenia na Wołyniu. Postulował wprawdzie wypędzenie Polaków z ziem uznawanych za ukraińskie, jednak – jak podkreśla Szydlik – wygnanie to nie jest tożsame z ludobójstwem. Bandera nie brał udziału w planowaniu ani wykonaniu masowych mordów.
- Andrij Melnyk – przywódca rozłamowej frakcji OUN-M, która odrzucała metody stosowane przez skrzydło banderowskie. Współtworzył dywizję SS „Galizien”, lecz zbrodnie tej formacji popełniane były pod niemieckim dowództwem. Podobnie jak Bandera, Melnyk w kluczowym okresie przebywał w niemieckim więzieniu i nie ponosi bezpośredniej odpowiedzialności za Rzeź Wołyńską.
Zgodnie z propozycją, osoby bezpośrednio odpowiedzialne za zaplanowanie i przeprowadzenie ludobójstwa na Polakach (Klaczkiwski i Szuchewycz) powinny zostać wyłączone z oficjalnej gloryfikacji w relacjach polsko-ukraińskich. Bandera i Melnyk mogliby natomiast pozostać częścią ukraińskiego panteonu jako symbole walki z rosyjskim imperium.
Korzyści dla obu stron i szerszy kontekst strategiczny
Taki kompromis – zdaniem Szydlik – zaspokaja podstawowe potrzeby każdej ze stron bez utraty twarzy:
- Polsce pozwala na wyraźne oddzielenie osób odpowiedzialnych za masowe zbrodnie od reszty ukraińskiego ruchu niepodległościowego.
- Ukrainie umożliwia zachowanie zasadniczej części narracji o UPA jako sile walczącej o niepodległość przeciwko Rosji.
- Relacjom bilateralnym daje szansę na przesunięcie ciężaru z historycznych sporów na bieżące wyzwania: wsparcie Ukrainy w wojnie, odbudowę, integrację europejską i bezpieczeństwo regionalne.
W szerszej perspektywie uniknięcie „wojny o pamięć” ma wymiar strategiczny. Rosja od lat instrumentalizuje historyczne animozje polsko-ukraińskie jako narzędzie dezinformacji i podziałów wewnątrz obozu zachodniego. Kompromis oparty na faktach osłabia ten potencjał.
Historyczne niuanse i polskie analogie
Szydlik przypomina, że historia rzadko bywa czarno-biała i że każdy naród idealizuje swoich bohaterów, pomijając lub bagatelizując ciemne karty. Przywołuje przykłady z polskiej przeszłości:
- Polski Hymn Narodowy sławi Legiony Dąbrowskiego, które dopuściły się okrutnych zbrodni na cywilach (w tym kobietach i dzieciach) we Włoszech i na Haiti.
- Zamach Majowy Józefa Piłsudskiego pochłonął ponad trzykrotnie więcej ofiar niż stan wojenny wprowadzony przez Wojciecha Jaruzelskiego.
- Roman Dmowski – jedna z centralnych postaci polskiej myśli narodowej – był antysemitą zafascynowanym ruchami faszystowskimi.
Te analogie mają pokazać, że wymaganie od Ukrainy całkowitego odcięcia się od złożonej i tragicznej historii jej walki o niepodległość jest nie tylko nierealistyczne, ale i niekonsekwentne z perspektywy polskiej tradycji.
Głosy z polskiej sceny politycznej
Publicysta cytuje premiera Donalda Tuska: „Jeśli pokłócimy się o przeszłość, ktoś inny wygra przyszłość”. Podkreśla to ryzyko, że przedłużający się spór historyczny może zostać wykorzystany przez zewnętrznych graczy przeciwko interesom obu krajów.
Z kolei prezydent Karol Nawrocki (wcześniej prezes IPN) stwierdził jeszcze jako szef Instytutu Pamięci Narodowej: „Uważam, że swoich bohaterów Ukraińcy mają prawo wybierać sobie sami, nawet jeśli dla nich bohaterem jest Stepan Bandera czy Roman Szuchewycz”. Szydlik zgadza się z zasadą suwerenności narodów w wyborze własnych symboli, zaznaczając jednak, że gloryfikacja osób bezpośrednio odpowiedzialnych za masowe zbrodnie nie przynosi Ukrainie chwały – szczególnie w kontekście rosyjskich zbrodni w Buczy, Mariupolu i innych miejscach.
Warunek sine qua non: ekshumacje i wzajemne upamiętnianie ofiar
Niezbędnym elementem każdego kompromisu jest – według Szydlik – kontynuacja i przyspieszenie prac ekshumacyjnych oraz godnego upamiętniania ofiar po obu stronach granicy. Dotyczy to nie tylko polskich ofiar Rzezi Wołyńskiej i innych zbrodni UPA, lecz również ukraińskich ofiar zbrodni odwetowych dokonanych przez Armię Krajową i Bataliony Chłopskie. Tylko prawda i wzajemny szacunek dla ofiar mogą stanowić trwały fundament relacji.
Możliwe implikacje i ograniczenia propozycji
Propozycja Szydlik wpisuje się w szerszą debatę o tym, jak kraje Europy Środkowo-Wschodniej radzą sobie z bolesnym dziedzictwem XX wieku w warunkach egzystencjalnego zagrożenia ze strony Rosji. Zacieśnienie polsko-ukraińskiego partnerstwa strategicznego pozostaje kluczowe dla bezpieczeństwa całego regionu – zarówno w wymiarze militarnym, jak i energetycznym czy infrastrukturalnym.
Jednocześnie koncepcja wymaga od obu stron znacznej elastyczności i odwagi politycznej. Dla Polski oznacza częściowe odejście od maksymalistycznego stanowiska; dla Ukrainy – gotowość do krytycznego, publicznego rozróżnienia między walką o niepodległość a konkretnymi zbrodniami wojennymi. Osiągnięcie takiego kompromisu zależy od woli liderów politycznych, nastrojów społecznych oraz zdolności do przeciwstawienia się naciskom środowisk nacjonalistycznych po obu stronach.
Czy taka równowaga jest możliwa? Szydlik pozostaje ostrożnym optymistą – pod warunkiem, że obie strony będą gotowe uznać, iż historia, choć bolesna, nie musi przesłaniać wspólnej przyszłości.

