Dmowski, Piłsudski i Ukraińcy

W setną rocznicę zamachu majowego rzetelny tekst publicystyczny musi zawierać szereg podstawowych prawd i przypomnień.

Przykładowo: historia uczy nas, że musimy się jednoczyć , a szacunek do Konstytucji i prawa jest ważnym elementem praworządności. W kolejnym akapicie „standardy współczesnej demokracji liberalnej nie mogą być w pełni implementowane w społeczeństwo początku XX wieku”. Jednak w obecnych warunkach geopolitycznych w takim tekście obowiązkowo musi pojawić się wątek związany z Ukrainą.

Z podręczników historii pamiętamy, że 12 maja 1926 roku, na skutek ciągłych zmian rządów, sporów w parlamencie (podsycanych przez mniejszości narodowe, które miały swoje partie i posłów) oraz trudności w budowaniu stabilnej większości, marszałek Piłsudski dokonał zamachu. Rząd Wincentego Witosa podał się do dymisji, prezydent Wojciechowski zrezygnował z urzędu. W wyniku tych wydarzeń zginęło ponad 300 osób (żołnierzy i cywilów).

Smutno, ale 100. rocznica tych wydarzeń zostanie upamiętniona niefortunnym, dziwnym i bardzo destrukcyjnym pomysłem posłów Konfederacji. Postanowili oni zainicjować sejmową uchwałę mającą potępić Józefa Piłsudskiego i jego obóz, argumentując, że przewrót pod jego przywództwem „był bezprecedensowym w polskiej historii przykładem pogardy wobec legalnej, konstytucyjnej, praworządnej i wybranej przez Naród Polski władzy. Był aktem zdrady wobec ideałów państwa, który mógł przerodzić się w wojnę domową”.

Kolejna rozgrywka polityczna, mająca na celu zaognienie sporu na prawicy, nie służy ani tej prawicy, ani Polsce. Budowanie kapitału politycznego na wydarzeniach sprzed stu lat jest smutne. Okazuje się bowiem, że nowoczesne państwo europejskie, będące 20. gospodarką świata, cały czas żyje mitologią i obrazami z początku XX wieku.

Konfederacja kreuje spór z PiS o historię? Zapomina jednak, że w 2021 roku, kiedy radni Warszawy rozważali petycję dotyczącą zmiany nazwy ronda im. Romana Dmowskiego, ale w obronie pana Romana jako jednego z ojców polskiej niepodległości stanął nie tylko PiS, ale i osoby z różnych środowisk politycznych oraz światopoglądowych (od Moniki Jaruzelskiej po Kazimierza Wójcickiego).

Inicjatywa Konfederacji jest szkodliwa z jeszcze jednego powodu: staje się namacalnym dowodem dla Ukraińców, że II RP pod rządami Piłsudskiego (który ich zdradził i prosił o przebaczenie za to) była państwem represyjnym i autorytarnym. W ukraińskiej debacie polityczno-historycznej normą stało się używanie pojęcia „okupacja Lwowa i ziem zachodnich przez Polskę po 1920 roku” albo pisanie o tym, że pacyfikacje były podłożem czystek etnicznych na Wołyniu w 1943 roku, II druga wojna polsko-ukraińska.

Przez ostatnie 20 lat polityka historyczna była domeną prawicy, a konkretnie PiS. Teraz, jak widać, ten monopol pragnie podważyć Konfederacja. Natomiast w obozie rządzącym kwestia polityki historycznej pozostaje cały czas marginalizowana (ekipa Tuska się tym nie interesuje, ponieważ nie interesują się tym ich wyborcy). Jedyną partią, która ma własny, spójny pogląd na politykę historyczną, jest PSL (nie wiem, czy ktoś pamięta, ale obecny prezes IPN Karol Nawrocki został wybrany dzięki głosom PSL).

Wicepremier, minister obrony narodowej, a jednocześnie szef Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysław Kosiniak-Kamysz, w rocznicę zamachu odsłonił tablicę na budynku Dowództwa Garnizonu Warszawa. Stała się ona „pierwszym monumentem pamięci po 100 latach od tamtych wydarzeń… kiedy połamano konstytucję”.

Mam nadzieję, że w XXI wieku żaden obóz polityczny w Polsce nie wpadnie na pomysł odnowienia działalności Berezy Kartuskiej, ponieważ właśnie tam marszałek Piłsudski postanowił „zjednoczyć” polskich i ukraińskich nacjonalistów oraz komunistów.

Eugeniusz Biłonożko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *