Budanow w Warszawie, polski sukces i ukraińska propaganda
Znany ukraiński historyk Jarosław Hrycak w wywiadzie dla „Newsweeka” ujawnia, że początkowo ukraińska jednostka miała otrzymać imię Kłyma Sawura – pseudonim Dmytra Klaczkiwskiego, dowódcy okręgu UPA-Północ na Wołyniu, który w 1943 roku wydał tajny rozkaz eksterminacji Polaków. Ostatecznie jednak ktoś ostrzegł, że może to wywołać skandal, i zrezygnowano z tego patrona.
Warto przyznać, że jest to spory sukces Polski. Po raz pierwszy mamy oficjalnie potwierdzony przypadek, w którym Ukraina wykazuje krytyczne podejście do bohaterstwa niektórych postaci historycznych. Jednocześnie przypomina, że Polska jest jej sąsiadem i strategicznym partnerem – tak właśnie określa się ją w oficjalnych dokumentach Ukrainy, obok Gruzji, Litwy, Turcji i Azerbejdżanu.
Warto przypomnieć, że w 2016 roku polska ambasada w Kijowie wycofała się z pokazu filmu fabularnego „Wołyń”, ponieważ ukraińskie MSZ ostrzegło, że nie będzie w stanie zagwarantować porządku podczas projekcji.
Jarosław Hrycak przekonuje, że wojskowi, którzy wymyślili nadanie jednostce imienia „Bohaterów UPA”, nie spodziewali się, że rozdrapią rany historii. Chodziło im wyłącznie o zmotywowanie Ukraińców do wstępowania do armii. Jest to wymowne świadectwo tego, w jakim stopniu część ukraińskiego establishmentu jest oderwana od rzeczywistości swoich obywateli, a decydenci wierzą we własną propagandę. Jeżeli ktoś z wojskowych lub polityków sądzi, że można zmotywować ludzi do służby w armii poprzez nadanie jednostce imienia „Bohaterów UPA”, to nie rozumie, czym żyje przeciętny ukraiński żołnierz – zarówno ten w wojsku, jak i poza nim. Nie ma też świadomości, ile zarabia ukraiński żołnierz w porównaniu z etatem ochroniarza w markecie. Z drugiej strony, do UPA nie było przymusowego poboru, formacja ta nie otrzymywała militarnego ani finansowego wsparcia od obcych państw, a jej żołnierze nie byli opłacani według etatów.
Kolejnym sukcesem Polski jest wizyta generała Kyryło Budanowa, szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy, w Warszawie. Towarzyszyły mu Iryna Wereszczuk oraz Serhij Kyslycia. Wizyta miała charakter roboczy i odbyła się na wyraźną prośbę strony ukraińskiej. Oznacza to, że Ukraina nie uwierzyła we własną propagandę i głosy klakierów na temat UPA oraz w list otwarty m.in. Bogdana Bujaka, Władysława Frasyniuka i Jacka Kasprzaka, a także artykuł Jerzego Wójcika, byłego wicenaczelnego „Gazety Wyborczej” oraz wydawcy polsko-ukraińskiego portalu Sestry. Po stronie ukraińskiej po raz pierwszy pojawiło się wyraźne uświadomienie, że trzeba coś z tym zrobić – i to natychmiast.
Czy jest to rzeczywista zmiana w traktowaniu Polski i próba naprawy relacji, czy jedynie taktyczna zagrywka? Przekonamy się o tym już za miesiąc, podczas kolejnej rocznicy wydarzeń na Wołyniu.
Jednocześnie wizyta Budanowa w Warszawie stanowi dla niego pierwszy poważny test międzynarodowy nie w relacjach z agresorem czy wrogiem, lecz z państwem, które udzieliło Ukrainie największego wsparcia i pomocy. Mało kto pamięta, że Iryna Wereszczuk była stypendystką w Polsce i miała pełnić rolę mostu łączącego oba kraje.
Budanow spotkał się z sekretarzem stanu w MSZ Marcinem Bosackim. Kolejne spotkania zaplanowano z wicepremierem i ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem oraz z Marcinem Przydaczem, szefem Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP.
Niestety, afera z ukraińską jednostką wojskową stała się ilustracją tego, że część polskiej prawicy woli postrzegać i opisywać świat w kategoriach spiskowych i magicznych. Niektórzy polscy komentatorzy związani z opozycją twierdzą, że Kijów celowo zaostrza politykę historyczną wobec Warszawy w ramach szerszej gry geopolitycznej. Z powodu ochłodzenia relacji, napięć wokół pomocy wojskowej oraz kwestii zbożowych Ukraina może szukać innych partnerów (np. Niemiec), świadomie drażniąc Polskę drażliwym tematem historycznym. Trudno jednak uwierzyć, że Berlin jest w stanie tak przebiegłe rozgrywać Kijów, skoro w 2022 roku szef niemieckiego wywiadu wojskowego nie wierzył w inwazję Rosji i musiał uciekać z Ukrainy, by nie zginąć podczas ataku na Kijów. Inna polska teoria spiskowa głosi, że rzekoma uległość PiS jest związana z aferą podkarpacką. Niestety, ci sami komentatorzy nie zauważyli, że afera z Kłodzka w żaden istotny sposób nie obniżyła notowań obecnego premiera i jego partii.
Eugeniusz Bilonozko

