Wiedeń, Wersal, 1945, Davos
Porządek światowy ustalony na kongresie wiedeńskim trwał przez cały wiek dziewiętnasty. Nie na darmo nazwano go „długim stuleciem”. Porządek ustalony w Wersalu był kruchy i krótkotrwały. Ład, który wyłonił się po drugiej wojnie światowej zapanował na pół wieku i zyskał miano Zimnej Wojny. Przetrwał aż do rozpadu Związku Radzieckiego. Po roku 1991 pod skrzydłami Ameryki świat zdawał się być jednobiegunowy, ale był to stan jedynie przejściowy. Ameryce wyzywanie rzuciły Chiny, a następnie pojawiła się rosyjska próba odbudowy własnej mocarstwowej pozycji. Juź roku 2014 należało oczekiwać nadejścia nowego politycznego przełomu, ale wciąż prowadzono politykę, jakby nic nie miało się zmienić. Po roku 2022 i czterech latach wojny prowadzonej przez Rosję przeciw Ukrainie nadzieja na status quo skończyła ostatecznie, mimo coraz bardziej nieumiejętnych prób zażegnania narastających napięć. Światowy porządek, taki jaki był, upada. Nieczytelny jest nawet zarys nowego porządku. Istnieje jednak kilka jego projektów.
Pierwszy z nich to projekt Putina. Rozpoczęta przez niego wojna (nazwaną „operacją specjalną”), jest de facto wojną z unijną Europą. Głosi, że Europa upadnie a Rosja wraz z krajami BRICS ma stanowić przeciwstawienie dla Ameryki. Jest to wypracowany w gabinetach Kremla projekt podziału świata na strefy wpływów: rosyjską, chińską i amerykańską. Liczył i wciąż liczy, że Zachód nie potrafi w solidarny i zdecydowany sposób temu mu przeciwstawić i Rosja krok po kroku przywróci swoją strefę wpływów.
Również Donald Trump ze swoim projektem Make America Great Again i przyczynia się do zakwestionowania międzynarodowego porządku, jaki powstał po roku 1991. Związane jest z kwestionowaniem przez niego nadrzędności prawa międzynarodowego (m.in. zapowiedziami aneksji Grenlandii), wycofaniu się USA z wielu międzynarodowych agend, wojnami celnymi, czy poprzez pełen dwuznaczności stosunek do NATO i stosunków transatlantyckich,
Unijna Europa potrzebowała czasu, aby obudzić się ze snu o „końcu historii”. Zasilała Ukrainę „ kroplówką”, ale nie potrafiła wykorzystać całej swojej siły i przewagi gospodarczej nad Rosją. Od roku 2022 ład światowy zmieniał się coraz bardziej w światowy nieład, aż stał się niebezpiecznie chaotyczny z agresywnym Putinem i nieobliczalnym Trumpem.
„Efekt Trump” okazał się zarazem paradoksalny. Naiwnymi próbami dogadywania się Rosją, co do pokoju z Ukrainą, sprowokował niepokój polityków unijnych. Niemal bardziej przestraszyli się Trumpa niż Putina. Zrozumieli oni, iż sojusz atlantycki nie daje już Europie poczucia bezpieczeństwa. Przewodnicząca Rady Europejskiej von der Leyen otwarcie mówi, że świat wchodzi w nową fazę ostrej konkurencji międzynarodowej. Podobny jest to wypowiedzi prezydenta Macrrona ikanclerza Maerza. Okazało się też, że Europa ma sojuszników takich jak Kanada, Australia czy Japonia, zaniepokojonych nie tylko wojną Putina ale i zachowaniem Trumpa.
Z jednej strony polityka Trumpa z jego quasi-izolacjonizmem rozrywa jedność Zachodu, z drugiej wojna z Ukrainą ujawnia słabość Rosji przy jednoczesnej determinacji Putina by ją kontynuować. Putin myśli analogiami z II wojną światową a jego schizofreniczni propagandyści twierdzą, że Rosja walczy z nazizmem.
Trzeba przy tym zauważyć, jak bardzo zmieniła się geostrategiczna sytuacja na kontynencie europejskim. Dawna granica potencjalnej konfrontacji, która w swoim czasie była na Łabie, przesunęła się na wschodnie rubieże Ukrainy. Oznacza to, że Rosja straci przewagę głębi strategicznej. Niegdyś mogła atakować znad Łaby niewielką stosunkowo obszarowo Europę, dysponując zarazem ogromem własnego terytorium. Teraz obszary europejskiej części Federacji Rosyjskiej są łatwo osiągalne dla nowoczesnej broni. Członkostwo Szwecji i Finlandii w NATO (czy w przyszłym militarnym europejskim sojuszu) czyni z Bałtyku wewnętrzy akwen unijnej Europy. Również na Morzu Czarnym Rosja traci przewagę.
Trwałe zachowanie przez Ukrainę własnej suwerenności przypieczętowałoby ostatecznie geopolityczną zmianę w regionie. Do tego doszłoby skrajne osłabienie Rosji wyczerpanej „niewygraną” wojną. Decydowałoby to również o sytuacji całej Europy. W globalnym planie Ameryka, pozostając potęgą militarną, zostaje poważnie osłabiona politycznie przez Trumpa. Waszyngton nie łatwo odzyska zaufanie, jakim się tak długo cieszył i trudno mu będzie o odzyskanie dawnej pozycji. Demograficzna sytuacja Chin nie sprzyja dalszemu wzrostowi ich potęgi.
Nawet gdyby przesunięcie tektonicznych płyt globalnej polityki dokonało się na korzyść Europy, nie będzie to w żadnym wypadku świat bezpieczniejszy i pozbawiony napięć. Stary porządek upada w skutek łamania reguł prawa międzynarodowego, zagrożenia szlaków światowych dostaw, zakwestionowaniu dotychczasowego kształtu globalizacji, tak korzystnych dla krajów wysoko rozwiniętych. Do głosu dochodzi przekonanie, że w stosunkach międzynarodowych ma rozstrzygać siła. Strukturalna kruchość na wielkich niezagospodarowanych terytoriach Rosyjskiej Federacji też wywoływać może trudne dziś do przewidzenia napięcia.
Europa potrzebuje też własnej obrony, to znaczy własnej armii i siły militarnej, i tą armią w dużej części może być w przyszłości ( jak już jest do pewnego stopnia obecnie) armia ukraińska. Liczy ona obecnie 800 tys. żołnierzy, (niemiecka to ok. 200 tys,, francuska to 180, brytyjska to 150 tys, polska to 210 tys), i jest też pod wieloma względami najnowocześniejsza. Zarazem Ukraina nie może tej armii demobilizować nie tylko ze względu na zagrożenie ze strony Rosji (nawet po zawarciu pokoju), ale także sytuację wewnętrzną. Utrzymanie ukraińskiej armii będzie miało znaczenie gospodarcze i jest koniecznym elementem społecznej równowagi i odbudowy kraju. Armia ukraińska po zakończeniu konfliktu z Rosją może stać się kośćcem europejskiego sojuszu militarnego. To rozwiązanie nie jest wolne od ryzyk – politycznych, społecznych i symbolicznych – i z tego trzeba zdawać sobie sprawę.
Przemówienie Zełenskiego w Davos było krytyczne wobec europejskich polityków. Zełenski podjął grę z Trumpem i do pewnego stopnia wykorzystał jego retorykę do tego, aby powiedzieć Europejczykom, że kontynent musi polegać na sobie, a Ukraina jest niezbędnym składnikiem europejskiego bezpieczeństwa. I było to przemówienie nie przeciw Europie, ale przemówienie świadomego ogromnych zagrożeń europejskiego przywódcy, który wzywa o Europę do samodzielności. Być może, tak jak niegdyś przemówienie Churchilla, o zapadającej żelaznej kurtynie, zapowiadało kształt stosunków międzynarodowych po drugiej wojnie, tak też będziemy mogli w przyszłości potraktować wystąpienie Zełeńskiego, jako zapowiedź nowego porządku wyłaniającego się z obecnego chaosu.
Każdy kolejny globalny porządek jest gorzkim owocem zmagań zbrojnych i dojrzewa w cieniu nowych zagrożeń. Jeśli więc Europa nie ma być pionkiem na globalnej szachownicy i decydować o własnym losie, to musi być to związane z europejskim projektem takiego ładu. Stanowi to wyzwanie dla wszystkich europejskich polityków i społeczeństw, a również w szczególny sposób dla podzielonego polskiego społeczeństwa i jego skłóconej politycznej elity.

