SAFE – suwerenność czy unijna klatka?
Ekspert: mechanizm źle skonstruowany, a Ukraina popełnia strategiczny błąd
SAFE to nie tylko pożyczka na zbrojenia – to test, czy Polska potrafi myśleć samodzielnie, czy znów da się zamknąć w unijnej klatce z 35-procentowym limitem na amerykańską technologię. Prezydent Nawrocki rzuca rękawicę rządowi: „Zróbmy własne SAFE 0%”. Rząd krzyczy „histeria opozycji”. A w tle – sondaże pokazują, że ponad połowa Polaków boi się, iż unijne pieniądze to kolejny łańcuch na suwerenność. Czy to polityczna wojna o władzę, czy realna debata o obronności? Marek Budzisz, ekspert ds. bezpieczeństwa i zbrojeń, nie owija w bawełnę: SAFE jest źle skonstruowany, uzależnia nas od Brukseli i blokuje dostęp do najlepszych technologii. Rozmawiamy o tym, dlaczego Francja bierze z SAFE tylko 10% swoich potrzeb, dlaczego Ukraina w programie to nie „dar dla Kijowa”, tylko logika wojny – i dlaczego Kijów popełnia strategiczny błąd, obstawiając tylko jedną stronę barykady w Europie.
Panie Marku, czy pana zdaniem po wczorajszej propozycji prezydenta Nawrockiego, reakcji premiera i całej debacie dojdzie do zawetowania SAFE? Czy polska polityka coraz bardziej się polaryzuje? Czego w tym sporze jest więcej – rzeczywistej troski o polski przemysł zbrojeniowy, czy gry politycznej o osłabienie rządu, nową koalicję i umocnienie własnego obozu? Czego jest więcej w sporze o unijne pieniądze, a co stanowi tylko polityczne tło?
Marek Budzisz: Aby odpowiedzieć na pana pytanie, najpierw trzeba postawić fundamentalne: czy mechanizm SAFE, z punktu widzenia państwa takiego jak Polska i jej potrzeb zbrojeniowych, jest prawidłowo skonstruowany? Moim zdaniem odpowiedź jest jednoznaczna: nie, to mechanizm źle skonstruowany.
Zła konstrukcja nie polega wyłącznie na mechanizmie warunkowości – choć to oczywiście realne zagrożenie, zwłaszcza że okres rozliczenia programu jest bardzo krótki, zaledwie pięcioletni. Budowa od zera nowoczesnych fabryk zbrojeniowych w pięć lat to bardzo ambitny, wręcz ryzykowny horyzont czasowy. Jakiekolwiek opóźnienia w finansowaniu stają się wtedy poważną przeszkodą.
Nawet zakładając idealne wykonanie programu, pozostaje inny, fundamentalny problem: w tzw. drugiej grupie projektów SAFE mocno ogranicza udział komponentów i podzespołów spoza Unii Europejskiej (lub spoza krajów dopuszczonych do programu) do poziomu 35 %. W praktyce oznacza to wykluczenie – w obecnym stanie – kluczowych partnerów technologicznych: Turcji, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Korei Południowej czy Izraela.
Powstaje więc pytanie: czy takie ograniczenia nie blokują dostępu do najnowszych technologii i rozwiązań? Doświadczenie ukraińskie pokazuje, że platformy bojowe są ważne, ale jeszcze ważniejsza jest świadomość sytuacyjna – systemy typu Delta. Czy w imię polityki gospodarczej mamy ograniczać zdolności obronne? Mam co do tego poważne wątpliwości.
Nawet jeśli rozstrzygniemy ten dylemat na korzyść SAFE, warto spojrzeć na przykład Francji. Francja przystąpiła do programu, ale zamierza sfinansować z tych środków zaledwie 10 % swoich programów modernizacyjnych w sektorze zbrojeniowym. To pokazuje, że prawdziwym zagrożeniem nie jest sam SAFE, tylko uzależnienie od jednego źródła finansowania.
Propozycję prezydenta Nawrockiego odczytuję właśnie jako wskazanie rządowi: potrzebujemy elastycznego, wieloźródłowego modelu – na wzór Francji. W jego ramach SAFE może i powinien być wykorzystywany, ale tylko do projektów nieskomplikowanych technologicznie, np. budowy fabryki amunicji 155 mm. Natomiast do produkcji rakiet dalekiego zasięgu czy nawet średniego zasięgu (np. MBDA, których silniki pochodzą z Wielkiej Brytanii) SAFE się nie nadaje – Wielka Brytania nie uczestniczy w programie.
Dyskusja wokół SAFE ma dziś nadmiernie polityczny charakter. Dodatkowe upolitycznianie jej nie ma sensu. Powinna być merytoryczna, profesjonalna i skupiona na realnych potrzebach Wojska Polskiego. Tyle że tych realnych potrzeb i wpływu SAFE na konkretne programy nie da się dziś ocenić – bo lista finansowanych projektów jest niejawna. To zaskakujące, bo we Francji i w Rumunii takie listy są jawne. W demokracji obywatele mają prawo wiedzieć, na co idą ich pieniądze – czy to pożyczka unijna, czy krajowa. Pożyczka zawsze będzie spłacana z podatków, więc społeczeństwo ma prawo do transparentności i oceny efektywności wydatków.
Zarówno rządowa histeria wokół SAFE, jak i opozycyjna narracja w niewielkim stopniu odnoszą się do rzeczywistych problemów obronności państwa.
Na ile politycy z obu stron kierują się sondażami? W jednym z ostatnich badań 51 % Polaków uznało pożyczkę unijną za niekorzystną, bo zwiększa uzależnienie od Unii. To niepokojący sygnał eurosceptycyzmu, zwłaszcza że jesteśmy w Unii od 20 lat.
To jest bezpośredni rezultat doświadczeń Polaków z polityką Brukseli. Gdyby Unia nie używała KPO jako narzędzia politycznej presji na poprzedni rząd – wybranego demokratycznie przez Polaków, a nie przez urzędników w Brukseli – stosunek do unijnego finansowania byłby dziś inny. Nie mylmy skutku z przyczyną.
Eurosceptycyzm wobec środków unijnych wynika z fatalnej, krótkowzrocznej i szkodliwej polityki Brukseli w ostatnich latach. SAFE jest kolejnym przykładem tej samej drogi. Wystarczy spojrzeć na asymetrię: przy współpracy Polski z Turcją Unia żąda transferu technologii do Polski, ale przy współpracy Polski z Niemcami w ramach SAFE nie ma już takiego wymogu transferu technologii z Niemiec do Polski. To konserwuje status quo i uprzedmiotawia państwa „nowej Unii”, pozbawiając je możliwości realnego transferu technologii wojskowych – co do tej pory było standardem (patrz: Kraby z Korei Południowej czy transportery z Patria/Finlandii).
Jeśli Unia ma zamiar utrzymywać taką przewagę technologiczną „starej Unii” nad „nową”, to nie dziwię się sceptycyzmowi Polaków.
Ostatnie pytanie – część środków SAFE ma iść na współpracę z Ukrainą. Temat był znany od ponad roku, ale w lutym 2026 Konfederacja go „odkryła” na nowo i zrobiła z tego główny zarzut. Z logiki obrony przed Rosją uwzględnienie Ukrainy (jako przyszłego członka UE) wydaje się naturalne. Czy to nie dowód, że eurosceptycyzm wobec akcesji Ukrainy jest w Polsce bardzo szeroki – nie tylko w Konfederacji i na prawicy, ale też w koalicji rządzącej i w PiS? I czy nie pomijamy faktu, że cały program SAFE powstał w odpowiedzi na wojnę Rosji z Ukrainą, a nie z nudów?
Sceptycyzm wobec członkostwa Ukrainy w Unii nie dotyczy tylko Europy Środkowo-Wschodniej – występuje w całej Unii. Wynika z przekonania wielu obserwatorów, że Ukraina nie wdrożyła jeszcze kluczowych reform, które musiały przejść wszystkie kraje akcesyjne.
Potwierdza to sama Komisja Europejska, która zaczęła mówić o „specjalnym trybie” lub „specjalnym statusie” przyjęcia Ukrainy. To proces, którego należało się spodziewać.
Uważam, że ukraińscy politycy popełniają błąd strategiczny, licząc wyłącznie na sojusz z biurokracją brukselską, który przełamie opór państw członkowskich. Taki sojusz jest dla Ukrainy użyteczny, ale nie wystarczy. Trzeba budować szerokie poparcie w poszczególnych krajach – a tego Kijów nie robi wystarczająco.
Można to tłumaczyć wojną, ale fakt pozostaje faktem: władze ukraińskie przyjęły za pewnik, że wszystkie społeczeństwa europejskie zgodzą się na członkostwo Ukrainy. To zbyt duży optymizm.
Przed politykami w Polsce i na Ukrainie stoi duża praca: budowanie wizji Ukrainy w Unii, pokazywanie obopólnych korzyści – podkreślam: obopólnych. Jeśli w części społeczeństw Europy Środkowej i Zachodniej utrwali się przekonanie, że akcesja Ukrainy jest korzystna tylko dla Ukrainy, a nie dla państw członkowskich – to będzie bardzo mocny czynnik blokujący.
Polityka ukraińska musi być wielowektorowa i wielostronna. Nie może polegać na obstawianiu tylko jednej opcji politycznej w danym kraju – Amerykanie nazywają to „partisan approach”. Jeśli ekipa Zełenskiego będzie kontynuować tę linię – akcentować bliskość tylko jednej strony barykady – interesy ukraińskie będą polityzowane w wewnętrznych walkach partyjnych w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii czy Bułgarii. To realne ryzyko dla strategicznych interesów Ukrainy.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał – Eugeniusz Bilonozko

