Polska prawica, węgierska ruina i brukselski ratunek
Neoliberalna twarz „anty-liberalnego” lidera Węgier
Humanizm i wrażliwość Viktora Orbána są doprawdy porażające. Oto troskliwy „ojciec narodu” i wizjoner, który tak głęboko przejmuje się zdrowiem Węgrów, że postanowił zataić przed nimi faktyczny stan publicznej służby zdrowia (prawdopodobnie dlatego, że tym razem nie dało się udowodnić winy Ukrainy i osobiście Zełenskiego).
Zamiast otwarcie przyznać: „będziemy zamykać szpitale, bo na skutek naszych umiejętności gospodarczych nie stać nas na leczenie własnych obywateli”, ojciec wszystkich Węgrów zlecił za 352 miliony forintów (z publicznych pieniędzy) amerykańskiej korporacji Boston Consulting Group opracowanie tajnego planu pod uroczą nazwą „Projekt Hippokratész”. Dokument z 2020 roku, składający się z 53 pakietów, miał być świętością – schowany w sejfie aż do 2030 roku jako „materiał do wewnętrznych decyzji”.
Efektem tych „mądrych” i antyliberalnych działań jest majstersztyk neoliberalnej „racjonalizacji” (przecież nauka na koszt Sorosa nie idzie w las). Ze 108 szpitali ma zostać tylko 70 – to likwidacja 38 placówek. Z 41 tysięcy łóżek szpitalnych pozostanie raptem 27 tysięcy (minus 14 tysięcy!). Z 557 przychodni i ambulatoriów ocaleje jedynie 221 (spadek o 60 procent!). Wszystko zostanie skoncentrowane w większych miastach powyżej 50 tysięcy mieszkańców, z dojazdem rzędu 30–60 minut (ile jest takich miast na Węgrzech, każdy wie). A na prowincji? Zamknięte szpitale mają zostać zamienione na domy opieki, przytułki dla ofiar przemocy czy ośrodki dla osób z demencją. Bo po co komu lokalny lekarz? Niech babcia z wioski pakuje się do karetki i jedzie godzinę na sygnale. Umrze po drodze? Cóż… oszczędności, efektywność i „hartowanie charakteru”.
Cały plan trzymano w tajemnicy nawet przed własną partią Fidesz, ponieważ gdyby społeczeństwo zobaczyło te liczby, kolejna fala protestów byłaby gwarantowana. Najgorsze obawy Węgrów – że Orbán po prostu niszczy publiczną medycynę, przerzucając ciężar na prywatne kieszenie i zostawiając prowincję na pastwę losu – właśnie się potwierdziły. Dzięki śledztwu portali HVG i 444.hu dokument wyszedł na jaw w marcu 2026 roku – idealnie na trzy tygodnie przed wyborami. Może to przypadek, ale jak mówią w Moskwie: „nie sądzę”.
W naszym tekście nie może zabraknąć polskiego wątku. Orbán poratował i przytulił dwóch polskich polityków: Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego. Udzielenie de facto azylu politycznego posłom i byłym ministrom z jednego kraju UE i NATO przez inny kraj UE jest sprawą co najmniej dziwną i przykrą. Jednak ucieczka Zbigniewa Ziobry – który jeszcze niedawno walczył z rakiem przełyku i dzięki polskim lekarzom odzyskał zdrowie – do kraju, w którym panuje katastrofa w sferze medycznej, wydaje się nieroztropna. Warto przypomnieć, że jednym z argumentów za wyjazdem byłego ministra z rządu Morawieckiego na Węgry miały być rzekome utrudnienia w leczeniu w Polsce.
To ironiczne, że urzędnik z państwa sojuszniczego po ciężkiej chorobie nowotworowej ukrywa się u Orbána – w państwie, które planuje zostawić tysiące zwykłych obywateli bez dostępu do szpitala, z godzinną drogą do najbliższej onkologii. Ciekawe, czy Ziobro leczyłby się w jednym z tych szpitali, które według „Hippokratésza” miały zostać zamknięte? Czy może dla „przyjaciół premiera” jednak magicznie zostawiono łóżko, dobrego specjalistę i pominięto całą tę „racjonalizację”? Z doniesień polskich mediów wynika jednak, że pan Ziobro będzie miał możliwość korzystania z medycyny w Brukseli, ponieważ jego żona została asystentką jednego z europosłów.
Polski sojusznik z Funduszu Sprawiedliwości ma więc zagwarantowane leczenie w „okropnej i wrogiej” Brukseli, podczas gdy zwykli Węgrzy mogą posmakować neoliberalnych reform w wydaniu „konserwatywnego” Orbána. To jest właśnie Orbán w całej okazałości. Dla swoich – zamknięte szpitale, ukryte dokumenty i obietnice „mniejszej liczby przedwczesnych zgonów do 2035 roku” (plan przewidywał nawet dodatkowe 230–270 miliardów forintów rocznie na walkę z nadumieralnością). Dla kumpli z PiS – azyl, ochrona i, najwyraźniej, specjalne traktowanie. Hipokryzja? Nie. To „strategiczna wizja” na miarę „wielkiego lidera”.
Orbán niszczy węgierską służbę zdrowia po cichu i w białych rękawiczkach, ale winnych – jak zawsze – będzie szukał na zewnątrz.
Eugeniusz Biłonożko

