Policja boi się nazywać narodowość przestępców po imieniu?
„Narodowość rosyjskojęzyczna” nowy konstrukt językowy albo kolejny mitu o „ruskiej mafii”
Polskie media obiegła ciekawa wiadomość: Centralne Biuro Śledcze Policji opublikowało raport za rok 2025, w którym posłużono się nowomową przywodzącą na myśl czasy sowieckie. CBŚP to jednostka wyspecjalizowana w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej, jednak można odnieść wrażenie, że któryś z tamtejszych analityków jest pasjonatem filologii i tworzenia konstruktów socjolingwistycznych. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że w Polsce funkcjonowanie międzynarodowych gangów definiuje się na podstawie tego, iż ich uczestnicy pochodzą z krajów, w których używa się języka rosyjskiego.
Eufemizmy i stygmatyzacja
Określenie „gangi rosyjskojęzyczne” to eufemizm zbudowany na wzór radzieckiego konstruktu „osoba narodowości kaukaskiej”. Termin ten ukuto w trakcie upadku ZSRR, aby łatwiej kategoryzować przestępców pochodzących z regionu Kaukazu (gdzie mieszkają setki różnych narodowości i grup etnicznych), co w znacznym stopniu przyczyniło się do stygmatyzacji tej osób.
Z raportu CBŚP dowiadujemy się, że w ubiegłym roku rozbito 157 gangów, w tym:
- 131 grup polskich (o 9 mniej niż rok wcześniej),
- 20 grup międzynarodowych (o 3 więcej),
- 6 grup „rosyjskojęzycznych” (wzrost z 2 do 6).
Dalsza lektura raportu przynosi jeszcze bardziej zdumiewające sformułowania. Spośród 265 cudzoziemców, którym postawiono zarzuty, aż 216 miało być „narodowości rosyjskojęzycznej”. W tej grupie znalazło się 111 obywateli Ukrainy (liczba zbliżona do ubiegłorocznej). Jednocześnie liczba podejrzanych Białorusinów wzrosła z 12 do 45 osób, a Ormian – z 9 do 23. Czyli wszystkie te osoby w wyobraźni analityka łączy język Puszkina i Dostojewskiego, bo na wschódzie to gadają po rusku.
Logika raportu a rzeczywistość polityczna
Choć prawie połowę zatrzymanych cudzoziemców stanowili obywatele Ukrainy, autorzy raportu zdecydowali się na użycie niefortunnego zwrotu „narodowość rosyjskojęzyczna”. Warto w tym miejscu zadać pytanie: czy owi „rosyjskojęzyczni” przestępcy z ukraińskimi paszportami nie pochodzili przypadkiem z terenów okupowanych przez Rosję i z jakimi instrukcjami mogłi przyjechać do Polski?
Należy przypomnieć, że język rosyjski jest językiem urzędowym – poza Rosją – jedynie na Białorusi, w Kazachstanie oraz Kirgistanie. Na Ukrainie, choć jest wspomniany w konstytucji, jego publiczne i prywatne używanie jest obecnie potępiane. W Gruzji i Armenii rosyjski nie posiada żadnych formalno-prawnych przywilejów, a w państwach Azji Środkowej służy głównie jako narzędzie komunikacji międzyetnicznej. Co ciekawe, w czasach ZSRR świat „worów w zakonie” (najwyższej kasty w grupie przestępczych w krajach byłego ZSSR) i zorganizowanej przestępczości często wykorzystywał język gruziński, aby skuteczniej chronić się przed inwigilacją służb.
Braki kadrowe i bariera językowa
W latach 90. w Polsce ukuto mit o „mafii ze Wschodu”, której atrybutami miały być język rosyjski, prymitywizm i brutalność. Dziś znów słyszymy głosy polityków ostrzegających przed powrotem gangów ze Wschodu do Warszawy. Tymczasem mylące określenie „rosyjskojęzyczni przestępcy” uderza w samą Policję – sugeruje bowiem, że formacja ta nie jest w stanie dokładnie zbadać i zrozumieć specyfiki danego środowiska.
Znajomość języka rosyjskiego w Polsce drastycznie spada. Pod wpływem Ukraińców rosyjski język w Polsce jest eliminowany ze szkół i przestrzeni publicznej. W marcu 2022 Warszawska opera odwołała opere „Boris Godónów” związku z rosyjską agresją na Ukrainie, a w 2023 ostatecznie zrezygnowała z wystawiania tej opery. Dane z matur (2015–2024) pokazują ogromny regres w kwestii językowej: o ile w 2015 roku do egzaminu z rosyjskiego przystępowało 20–25 tysięcy osób, o tyle w ostatnich latach liczba ta spadła do zaledwie 5–7 tysięcy (spadek o ok. 70%). Liczba policjantów realnie władających rosyjskim pewnie jest znikoma, nie wspominając o znajomości języka ukraińskiego, gruzińskiego czy ormiańskiego.
Czy rozwiązaniem są pracownicy cywilni?
Problem jest jednak głębszy. Za rządów PiS pojawił się kontrowersyjny i ostatecznie odrzucony pomysł zatrudniania obywateli Ukrainy w Policji, by załatać braki kadrowe.
W 2024 roku posłowie Anna Gembicka (PiS) oraz Jarosław Sachajko (Kukiz’15) postanowili zapytać MSWiA o plany zatrudniania obcokrajowców w obliczu luki kadrowej sięgającej 10 tysięcy wakatów. Ówczesny minister Marcin Kierwiński zadeklarował w jednym z wywiadów, że nie widzi przeszkód w zatrudnianiu cudzoziemców mieszkających w Polsce, ale wyłącznie w charakterze pracowników cywilnych.
Rok 2025 pokazał, że polska Policja prawdopodobnie zostanie zmuszona do pójścia drogą zatrudnia Ukraińców. Bez wsparcia pracowników cywilnych znających języki i realia krajów pochodzenia podejrzanych, zwalczanie grup przestępczych, w których znaczną część stanowią obywatele Ukrainy czy innych państw Wschodu, będzie niezwykle trudne.
Eugeniusz Bilonozko

