Pokój, którego nie było. Kremlowskie szachy medialne
Koniec rozmów pokojowych: Ukraina – Rosja – USA, jak rosyjskie „wieże Kremla” manipulują zachodnimi mediami
Wszystko wskazuje na to, że kolejna roczna runda rozmów pokojowych między Ukrainą a Rosją, prowadzona za pośrednictwem USA, dobiega końca.
W sierpniu 2025 roku doszło do spotkania Trump–Putin, po którym w listopadzie upubliczniono kontrowersyjny, 28-punktowy plan. Warto pamiętać, że rozmowy w tej czy innej formie trwają formalnie od lutego 2025 roku, kiedy to Kiriłł Dmitrijew oficjalnie został specjalnym przedstawicielem prezydenta Rosji ds. inwestycyjno-ekonomicznej współpracy z zagranicą.
- W styczniu 2026 roku ze strony ukraińskiej w negocjacjach uczestniczą Kyryło Budanow, Dawid Arachamija i Rustem Umierow. W opinii ekspertów są oni bardziej elastyczni i mają lepszy kontakt z ekipą Trumpa, co miało gwarantować sukces w rozmowach.
W lutym, kolejny raz w ciągu ostatnich pięciu lat, wszystkie zachodnie media donoszą, że rosyjska gospodarka na pewno upadnie w tym roku, a Rosję czeka ostateczny krach. Co najciekawsze, część komentatorów przekonuje, że fatalny stan gospodarki mógł zmotywować Putina do porozumienia w sprawie zakończenia wojny i że ten nagle postanowił ratować finanse państwa. Zastanawiające jest, skąd płyną takie wnioski – ci sami ludzie twierdzą bowiem, że Putin chce wygrać wojnę, nie można mu ufać, bo zawsze oszukuje, i jest gotów walczyć aż do granicy z Polską (a nawet 600 km dalej). Z punktu widzenia logiki oba te twierdzenia wzajemnie się wykluczają, ale w czasach wojny mało kto przejmuje się logiką.
Warto zwrócić uwagę na publikacje „The New York Times” oraz „The Bell”, które tworzą spójny przekaz o tym, kto jest ważny i o kim należy pamiętać.
Michaił Zygar na łamach „The New York Times” (ten sam, który wypromował metaforyczno-poetycki koncept Surkowa o walczących i konkurujących ze sobą „wieżach Kremla”) twierdzi, że w lutym 2026 roku Władimir Putin był bliski poważnego rozważenia negocjacji pokojowych z Ukrainą z powodu pogarszającej się sytuacji gospodarczej Rosji. Jednak atak Trumpa na Iran spowodował wzrost cen ropy, co skłoniło USA do złagodzenia sankcji na rosyjski surowiec. Uwaga Zachodu przeniosła się na Bliski Wschód, presja na Putina spadła, a perspektywa zakończenia wojny na Ukrainie została zablokowana dokładnie w momencie, gdy wydawał się on gotowy ją rozważyć.
„Dziwnym zrządzeniem historii początek wojny w Iranie zatrzymał perspektywę zakończenia wojny na Ukrainie – właśnie w chwili, gdy Putin wydawał się gotowy to rozważyć” – czytamy.
Również Zygar bezapelacyjnie stwierdza, że Kiriłł Dmitrijew, główny wysłannik Kremla ds. Ukrainy – postać powszechnie uważana za niepoważną i pozbawioną realnego mandatu – był rzekomo na krawędzi zwolnienia. Głównym kandydatem na jego miejsce miał być Igor Sieczyn. W opinii rosyjskiego dziennikarza i amerykańskiego profesora nominacja Sieczyna, który wcześniej nadzorował relacje Rosji z Ameryką Łacińską oraz budował bliskie kontakty z dyrektorami amerykańskich firm naftowych, miała być sygnałem, że rozmowy będą traktowane poważnie.
Należy pamiętać, że Zygarowi bliżej jest do Demokratów niż do Republikanów, a tym bardziej do obecnego prezydenta USA. Rosyjski dziennikarz celowo opisuje obecną sytuację jako porażkę Trumpa (ponieważ Witkoff i Kushner prawie rok rozmawiali z Dmitrijewem, który okazuje się w rzeczywistości o niczym nie decyduje), po czym Trump rozpoczyna wojnę z Iranem, która okazala się bardzo korzystna dla Rosji.
Następnego dnia serwis „The Bell” opublikował informację, że 26 marca, po zakończeniu zjazdu Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców (RSPP), Władimir Putin zorganizował zamknięte spotkanie z kilkoma największymi rosyjskimi biznesmenami. Dziennikarze „The Bell”, opierając się na dwóch niezależnych źródłach, dowiedzieli się, że Putin oznajmił przedsiębiorcom o planach kontynuowania wojny aż do granic Donbasu i potrzebie wsparcia dla armii. Z publikacji wynika, że Sulejman Kerimow zadeklarował chęć wpłacenia 1 mld USD (100 mld rubli) na rzecz rosyjskich sił zbrojnych.
„Wisienką na torcie” rosyjskiej publikacji jest informacja, że spotkanie zostało zorganizowane przez Igora Sieczyna. To „przypadkowe” przypomnienie we wszystkich światowych mediach o istnieniu potężnego Sieczyna ma miejsce w czasie, gdy ropa drożeje, USA zawieszają sankcje na rosyjski surowiec, a Viktor Orbán walczy o uruchomienie ropociągu „Przyjaźń”.
Ciekawostką jest fakt, że „Financial Times” w artykule z 27 marca 2026 roku wymienia nazwisko Olega Deripaski jako kolejnego biznesmena, który zadeklarował chęć dobrowolnej wpłaty na rzecz wojny. Ten news jest intrygujący z dwóch powodów. Po pierwsze, Deripaska jest obłożony sankcjami USA i UE. Po drugie, krytykuje on sankcje jako nieskuteczne i „absurdalne” narzędzie polityczne, mimo że w praktyce wywierają one znaczną presję na rosyjskie elity. Jeszcze w sierpniu 2024 roku, podczas wizyty w Japonii (gdzie reprezentował Rosję na spotkaniu doradczym APEC), stwierdził, że wojna na Ukrainie jest szaleństwem i otwarcie skrytykował gigantyczne nakłady Rosji na obronność, wskazując, że niszczenie Ukrainy to „kolosalny błąd”.
Dziennikarską ekwilibrystykę można sprowadzić do jednej tezy: Putin chce przekonać świat, że podstawowym warunkiem zakończenia wojny jest oddanie Donbasu. Wzmianki o Sieczynie to prawdopodobnie zwykła wewnętrzna rosyjska rozgrywka mająca na celu przypomnienie o danej postaci, by obniżyć jej wpływy i powstrzymać jej działania.
Podobna strategia dziwnych publikacji w „The New York Times” miała miejsce pod koniec 2025 roku i dotyczyła Dmitrija Kozaka. Ten wieloletni współpracownik Putina i były główny negocjator ds. Ukrainy był przedstawiany jako pragmatyk, który jako jedyny wysoki rangą urzędnik sprzeciwił się inwazji, co doprowadziło do utraty jego wpływów na rzecz Siergieja Kirijenki. Warto pamiętać, że Kozak i Sieczyn blisko współpracowali w administracji prezydenta.
Podsumowując, po raz kolejny możemy obserwować, jak przy pomocy zachodnich mediów rosyjscy satrapowie z otoczenia Putina próbują załatwiać własne interesy.
Eugeniusz Bilonozko

