Co może nadejść z Naddniestrza?
Proeuropejski wybór w Mołdowie z września tego roku otwiera na nowo pytanie o los wielkiego rosyjskiego imperium związanego z wąskim skrawek lądu, którym jest Naddniestrze. Przez ponad trzy dekady było ono przyczółkiem Moskwy ze stacjonującą tam Operacyjną Grupą Wojsk i stanowiło zagrożenie dla całego regionu. Miało utrzymywać rosyjski wpływ, a co gorsza mogło wspomagać inwazję w kierunku Odessy, odcinającą Ukrainę od dostępu do morza Czarnego.
Teraz role się odwróciły tak jak odwróciła się logika ekspansji. „Naddniestrzańska Mołdawska Republika” stała się obciążeniem dla Putina. Enklawę, do której Moskwa nie ma dostępu, trudno jest utrzymywać, a jeszcze trudniej byłoby bronić. Pozostałe tam około tysiąc pięćset żołnierzy, ale w połowie to miejscowi i do tego w części Ukraińcy (wg danych z 2015 r. ludność Naddniestrza składa się ok. 34 % Mołdawian, 30 % Rosjan, 28 % Ukraińców). Zajęcie tego terenu o szerokości trzydziestu kilometrów z militarnego punktu widzenia byłoby dla Kiszyniowa, wspomaganego przez oddziały z Kijowa, operacją krótką i mało ryzykowną.
Maia Sandu nie dąży jednak do takiej siłowej inkorporacji, obawiając się jej psychospołecznych następstw dla procesu integracji pół miliona mieszkańców Naddniestrza karmionych długo moskiewskiej propagandą. Znaleziono inne rozwiązanie i to takie, by separatystyczne Naddniestrze sam zgłosiło swój powrót w granice Mołdowy. Podpowiedział go sam Włodzimierz Putin.
W okresie przedwyborczym chcąc wywołać chaos w Mołdowie, Moskwa odcięła dopływ gazu do Naddniestrza. Brzmi to paradoksalnie, odcięła bowiem gaz „swoim”, ale odcinał też prąd Sandy i o oto właśnie chodziło, bowiem elektrownia, która leży w Naddniestrzu, zaopatrywała Mołdowę w prąd. Wszystko to skądinąd związane było ze sprytną kombinacja samofinansowania Naddniestrza – rosyjski gaz płynął do Naddniestrza, a za wyprodukowany tam prąd płacił Kiszyniów. I tak za mołdawskie pieniądze utrzymywano separatystyczną psedorepublikę, a Mołdowa płaciła Moskwie za własne uzależnienie. Można tylko podziwiać spryt Putina, choć kombinacja jest znana i przypomina finansowanie wojny z Ukrainą (a wiec i Zachodem) za pieniądze ze sprzedawanego temu Zachodowi gazu.
Z pułapki Rumunia, Ukraina i UE wybawiły Mołdowę, która stał się energetycznie niezależna. Tylko elektrownia nie dostaje dalej gazu i Naddniestrze nie ma też dalej prądu, światła i ciepła. Jak długo społeczność Naddniestrza, pozbawiona jakiejkolwiek szansy na gospodarcza samodzielność, może to wytrzymać?
Putin wciąż może jeszcze liczyć na Operacyjną Grupa Wojsk, która do walki się nie nadaje, jednak może wciąż pełnić funkcje policyjne. Jak długo jednak?
Warto przy tym wszystkim odnotować drobne, lecz znaczące zdarzenie. Rada Najwyższa Ukrainy usunęła język mołdawski z listy języków, którym przysługuje status mniejszościowy. Język mołdawski to nic innego jak rumuński zapisywany cyrylicą. Ten dziwaczny twór, jak i nazwę, wprowadził Stalin (jak wiadomo „językoznawca”) po aneksji Besarabii w 1940 roku, co miała wytworzyć nową tożsamość narodową – lojalną wobec imperium. Trzeba jeszcze przypomnieć, że Naddniestrze przed II wojną światową do 1940 roku przynależało do Sowieckiej Rosji czyli do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Po zaanektowaniu Besarabii, odebranej Rumunii. Naddniestrze dołączono – Stalin był nie tylko ‘językoznawcą’, lecz i kartografem z kompleksem demiurga – do nowopowstałej Socjalistycznej Republiki Mołdowy, w której ukształtować się miał zjednoczony naród mołdawski.
Pod koniec lat 80., przywrócono w Mołdowie alfabet łaciński, ale nazwa „język mołdawski” zapisana w konstytucji, którą trudno było zmienić z formalnych względów, pozostawała. Było oznaką wciąż silnie odczuwalnego moskiewskiego wpływu. Fikcji języka mołdawskiego Kiszyniów, położyła koniec decyzja prezydent Sandu, dopiero w 2023 roku, usuwając nazwę z aktów prawnych, na co musiał zezwolić sąd konstytucyjny. Był to symboliczne zerwanie z kolonialnym dziedzictwem.
Usunięcie język mołdawskiego z listy języków mniejszościowych w mogło nastąpić w Ukrainie dopiero po decyzji Kiszyniowa, z uwagi na niewielką mniejszość rumuńską/mołdawską w okolicach Odessy. Usunięcie tego lingwistycznego dziwadła jest memento dla Naddniestrza, ale i dla Moskwy, gdy imperialna cyrylica znikła już Kazachstanu (2017), Turkmenistanu(1993) czy Armenii (1991). Putin póki co może się pocieszać, że „językiem mołdawskim” wciąż „mówi się” w Naddniestrzu i zapisuje się go cyrylicą.
Jeden jednak zamiar Stalina spełnił się, choć nie tak jak on by chciał. Ukształtowała się tożsamość mołdawska i staje się coraz bardziej wyrazista. W 2022 r deklarowało ją 35% obywateli Mołdowy. Nowsze dane (2025) mówią, że przeciw połączeniu z Rumunią głosowałoby już ponad 50%. Jest to tożsamość obywatelska, odrębna od rumuńskiej, mimo że język, kultura i historia Mołdawii są z Rumunią silnie powiązane. Jest to wynik osiemdziesięciu lat wspólnego i trudnego losu Mołdawian. Tożsamość mołdawska z pewnością wiele też dziś zawdzięcza charyzmatycznemu przywództwu Mai Sandu.
Połączenie z Rumunią wspiera natomiast część ugrupowań de facto prorosyjskich, tak jak inne ugrupowania prorosyjskie chcą połączenia z Rosją, a wszystko po to by, nawet w najbardziej absurdalny sposób, prowokować chaos.
Spór o terytoriom między Mołdową a Ukrainą, dwoma krajami dążącymi do członkostwa Unii Europjeskiej, jest nie do wyobrażenia Do Besarabii (czyli terytorium Mołdowy) nie zgładza również pretensji Rumunia. W UE jedynie Orban zdradza ambicje terytorialne marząc o Wielkich Węgrzech, tak jak Putin marzy o Wielkiej Rosji.
Dyskusja o Naddniestrzu stanowi stały temat komentarzy ukraińskich mediów z uwagi na kwestie bezpieczeństwa Ukrainy.
Czy Naddniestrze powróci do Mołdowy? Sandu i Zełeński będą mogli spotkać się w pełnym symboliki miejscu, jaką jest twierdza Bendery (Tighina) nad brzegiem Dniestru. Jest tam pomnik w kształcie otwartej księgi, upamiętniający konstytucję Filipa Orłyka. Spisana po łacinie i w staroukraińskim była ostatni aktem niezależności ukraińskiego państwa-hetmanatu. Działo się to po tragicznej dla Ukrainy (jak również w skutkach dla Polski) bitwy pod Połtawą (1709). Konstytucję 3 maja też spisano tuż przed rosyjską rozprawą z dawną Rzeczpospolitą. Zełeński złoży najpewniej też kwiaty na grobie Mazepy, znajdującym się nieopodal, na drugim brzegu Dniestru, hetmana, który nieskutecznie rzucił pod Połtawą wyzwanie Rosji Piotra I.
Dziś twierdza Bednery oblężono kiczowymi biustami rosyjskich i sowieckich marszałków (byłem tam i sam widziałem). Nad bramą jest czarny dwugłowy orzeł. Resztki „rosyjskiego miru” zostaną przed dniem spotkania Sandu i Zełenskiego usuniete, tak jak już dziś nazwa „język mołdawski”.
Sandu i Zełeński będą mogli powiedzieć, że historia się odwraca i zamyka się epoka imperialnego dyktatu zawisająca długo nad Europą Wschodnią.
Utrata Naddniestrza jest jednym z tych wydarzeń, które może wyzwalać w osłabionej wojną Rosji szok , prowadzący do nagłego załamania się systemu. Na to liczą ukraińscy komentatorzy.
Podobny szok nadejść może z okręgu królewieckiego (zwanego kaliningradzkim), gdy okaże się , że odcięta tam armia nie ma żadnego zaopatrzenia, lub z mostu kerczeńskiego, gdy ostatecznie się on zawali. Imperia często kruszeją na swoich prawdziwych czy już tylko wyimaginowanych granicach.

